Szynka, co dzięcioła zielonego ratowała


Że to może z zimna zwierzaki tak głupieją, dziad ocenił gdy telewizor działać nagle przestał. I to ten najważniejszy, kuchenny. Poszukiwania awarii długo trwały, aż w końcu dziad kotkę odkrył na dekoderze śpiącą. Jak Vincente wstała, kable odpowiednie podłączył i wszystko znów działać zaczęło. Aż za dobrze, bo telewizor w pokoju dużym sam się włączył. Tak przynajmniej babie się wydawało, bo jak wyłączyć go poszła, Wolfa z pilotem w pysku zastała. Zanim odebrać go zdołała, pies cztery klawisze usunął definitywnie.

– Dobrze, że ich nie połknął – dziad troskę wykazał. – Tyle na szkolenia chodzi, a zawsze głupotę jakąś wymyśli.

Szkolenie ostatnie z jazdy samochodem miał. Nie żeby prowadził zaraz, roli pasażera się uczył. Ku zaskoczeniu baby, lekcja cała pięć minut trwać mogła. Wolf grzecznie wsiadł i spokojnie przez okno wyglądał podczas jazdy całej. No to zadanie domowe dostali. Do wsi sąsiedniej pojechać i tam spacerować, żeby bodźce nowe Wolf miał. Zapachy znalazł, psy inne spotkał i tak bliżej cywilizacji był.

Spacer udanym początkowo był, w kwestii zapachów. Co kawałek Wolf się zatrzymywał i „wiadomości” przez inne psy zostawione chłonął. Żadnego kolegi nie poznał, bo na widok każdego ujadał tak, że wszyscy szerokim łukiem ich omijali. Najgorsze jednak przed babą było jeszcze. Za nic do samochodu wrócić nie chciał. Smaczki nie pomagały. Prośby i groźby też nie. 40 minut walka owa trwała.

__________________________________________

Podoba Ci się Tydzień Baby?

INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!

__________________________________________

– Gniewam się, żadnych smaczków dziś nie będzie – baba w drodze powrotnej mówiła, a Wolf rozumiał chyba, bo łeb spuszczał.

Kłamała baba jednak, bo szynki dużo w domu dostał, podobnie jak bokserka Lea i obydwa koty. Bratanek babę do okna zawołał, bo ptak piękny pod domem samym się pojawił. Zielony, lśniący i z czerwoną głową.

– Chyba egzotyczny jakiś, widać komuś uciekł – bratanek się zaniepokoił, ale zaraz zdjęcie zrobił i w Internecie przeczytał, że to dzięcioł zielony jest. Teraz to baba się zaniepokoiła, bo jak dzięcioł, to w drzewo stukać powinien, a jak po ziemi chodzi, to coś mu jest.

– Ratować go musimy! Psy i koty na dworze są, a one nie wiedzą, że ptak ten pod ścisłą ochroną jest – zdecydowała i w pierwszej kolejności zwierzaki domowe do domu zwabić próbowała. Szynką właśnie. Ostatni kawałek Wolfa przyciągnął dopiero. Odetchnęła baba z ulgą, gdy sforę całą w pokoju zamknąć jej się udało. A wtedy bratanek wpadł i dalsze informacje przeczytał: „Dzięcioły zielone, w odróżnieniu od innych dzięciołów, chętnie na ziemi żerują”…

Tekst: Kamilla Placko-Wozińska
Zdjęcie: pixabay.com

Moja Harmonia Życia – czytaj najnowszy numer!

Dodaj komentarz