Jak kolej o dobre imię dba


Po dwunastej już było gdy dziad zadzwonił. Nieszczęście baba wyczuła, bo o tej porze zajęcia ze studentami w Gdańsku mieć powinien.

– Co się stało? – zaniepokojona spytała.

– Generalnie nic takiego, tylko że od godziny w Gdańsku być powinienem, a pociąg za Toruniem stoi, że trakcja zamarzła mówią – pożalił się i zaraz rozłączył. Po chwili dłuższej oddzwonił.

– Przerwałem, żeby komunikatu wysłuchać – wytłumaczył. – Żeby się płaszczami okryć radzili, bo zimno w wagonie się zrobi… No nic, może chociaż na drugie zajęcia zdążę.

Nie zdążył. Na trzecie też nie. Do baby po piętnastej się odezwał. Za Bydgoszczą właśnie był.

– Na lokomotywę nową czekamy, bo nasza za nowoczesna na pogodę taką jest i nie daje rady – powiedział.

Dziad spokój zachowywał ponoć wielki. W przeciwieństwie do współpasażerów, zwłaszcza tych co na samolot do Oslo jechali.

Gdy stara lokomotywa dotarła wreszcie poruszenie wywołała wielkie, bo pociągu nie ciągnęła a pchała. Radość wielką wśród dzieci wywołało to zwłaszcza. Do wagonu ostatniego wycieczki robiły, celem pomachania do maszynisty i min głupich strojenia.

– Proszę stąd odejść, maszynista skupić się nie może – konduktorka okno zastawiła. – Posiłek obsługa roznosi.

__________________________________________

Podoba Ci się Tydzień Baby?

INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!

__________________________________________

Na wieść o jedzeniu pasażerowie, którzy ósmą godzinę w podróży spędzali karnie na miejsca swoje się udali. Wafelka dostali i wodę do popicia. Dokładka też była w postaci drugiego wafelka. I tak do Gdańska z opóźnieniem 413 minut dotarli.

Baby pociąg podmiejski też spóźnienie miał. Pół godziny niecałe, ale ważne to minuty były, bo młodzież na ósmą do szkoły jechała.

– Czy ktoś tu jeszcze usprawiedliwienie potrzebuje? – kierownik pociągu donośnym na cały wagon głosem spytał. Las rąk się podniósł zaraz, więc dodał: – Wyjmijcie kartki i piszcie: „W dniu dzisiejszym pociąg numer… relacji… miał 27 minut opóźnienia”.

Z pieczątką do uczniów podchodził, przybijał i podpisywał. Ale nie w ciemno, „usprawiedliwienie” każde dokładnie przeczytał. Przy nastolatku jednym dłużej się zatrzymał.

– A co ty tu napisałeś? – oburzonym głosem spytał.

– No, że pociąg pół godziny się spóźnił… – chłopak odczytał.

– Jakie pół godziny! Że 27 minut dyktowałem, jeszcze raz pisz – kierownik najwyraźniej zdenerwowany był, a zdumione spojrzenia dorosłych pasażerów widząc, wyjaśnił: – Nie będzie mi tu dobrego imienia kolei szargał…

Tekst: Kamilla Placko-Wozińska
Zdjęcie: pixabay.com

Moja Harmonia Życia – czytaj najnowszy numer!

Dodaj komentarz