27.01 2026
Tańce na lodzie i inna atrakcje zimy
Prawie zięć pierwszy był, bo już na schodach, się przewrócił. Psy następne były, gdy na drodze pod domem w poślizgi takie wpadały, że na łapach utrzymać się nie mogły. Ale im podobało się bardzo, w przeciwieństwie do prawie zięcia, co do pracy dotrzeć nie mógł. Dopiero gdy piaskiem wyjazd wysypał, jakoś udało się na drogę główniejszą trochę wyjechać. No, ale spóźnił się bardzo.
Babę lód całkiem uziemił. Komputera odebrać nie mogła, ani do dentysty się udać. Przyjaciółki SMS-em ostrzegła szybko, żeby z domów nie wychodziły.
– Ja już wyszłam i całkiem nieźle mi się po Poznaniu chodzi, bo raczki założyłam – jedna szybko odpisała.
– Wyjść muszę, bo dentystę mam – druga odpisała. – Ale pociągiem do Poznania pojadę.
– Nie rób głupot – baba po wiadomości tej zadzwoniła. – Też dentystę miałam i wizytę przełożyłam. Ustać się nie da, do stacji nie dojdziesz nawet, a i z pociągami problemy są.
Ale przyjaciółka się uparła, chociaż baba zarzekała się, że zakupów nawet jej nie zrobi jak nogę, albo inną część ciała złamie.
Do sklepu jednak baba udać się musiała drogą własną, co z dwieście metrów ma może.
– Nie dojdziesz, samochodem podjedź lepiej – dziad ocenę taką dał, że zaraz pomyślała, że zależy mu bardziej na niej niż na aucie. Ale nie aż tak bardzo żeby samemu do sklepu się udać.
__________________________________________
Podoba Ci się Tydzień Baby?
INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!
__________________________________________
Babie jednak żal wozu było, więc pieszo się udała. Z pół godziny jej to zajęło. Za późno do wniosku takiego doszła, że ślizganie bezpieczniejsze i szybsze od chodzenia zwykłego jest. I efektowniejsze, jak się okazało, gdy na końcu drogi pana Mariana dostrzegła. Z zachwytem pewnym na nią łypał.
– Piękny, taneczny krok! – pochwalił, a że ukłon głęboki złożyć próbował, sam na lodzie wylądował, przeszkodę na drodze baby robiąc. A trudno jej iść na końcówce było, zwłaszcza, że komórka jej zadzwoniła.
– Czego chcesz znowu? – przyjaciółka tonem niegrzecznym zagaiła. – W zatłoczonym pociągu jestem, okularów wyciągnąć z torby nie mogę, żeby SMS-y czytać.
– Ale ja tylko rano pisałam – baba się wytłumaczyła. – To nie ode mnie.
– A, to już w przychodni przeczytam – przyjaciółka się uspokoiła i opowiedziała jakie szczęście miała. Na stację dotarła akurat gdy pociąg wjechał, co 116 minut spóźnienia miał. – No, ale jadę, dotrę, przed czasem nawet.
Przed przychodnią dopiero okulary i komórkę uruchomiła i SMS-a przeczytała: „ W dniu dzisiejszym odwołujemy wizyty. Wskutek oblodzenia stomatolog nie dojedzie”…
Tekst: Kamilla Placko-Wozińska
Zdjęcie: Janusz Walczak z Pixabay
