29.09 2025
Umiejętności nowe Wolfa i baby też nowe umiejętności
Suszarki u baby intensywnie bardzo pracują i piekarnik też, ale on lekko jedynie. Grzyby baba suszy i jabłka, których urodzaj wielki jest. A że jabłonie oddalone od domu są, cieszy on także dzieci okoliczne. Jak baba powiedziała, że przychodzić na jabłka mogą, zawiedzione bardzo były i nadal skradać się wolą i uciekać gdy ktoś dom opuszcza.
Nawet psy baby pod drzewa przychodzą i jabłkami jak piłkami się bawią. Do kurnika też z babą chodzą i Wolf umiejętność nową posiadł. Jak baba jajka zbierała dwanaście ich było, a gdy w spiżarni z wiaderka wyciągała dziesięć już tylko.
– Do dziesięciu babo policzyć nie umiesz – dziad ironizował.
Następnego dnia lepiej trochę było, dwunastu się baba doliczyła w kurniku, a w domu jedenastu. Trzeciego dnia odkryła, że gdy Wolf nauczony na szkoleniu pięknie przy nodze baby chodzi, delikatnie pysk do wiaderka wkłada i jajka wyjmuje.
Studentka Ania, co u baby teraz jest nauczyła szczeniaka łapę podawać metodą prostą – jak podał, smaczka dostawał. I teraz to tę łapę wszystkim nieproszony wcale podaje.
Babę też czegoś owa Ania nauczyła. Swoje pierwsze naleśniki usmażyła. Jeden tylko się nie udał, bo jak baba chciała go jak na filmach podrzucić i na stronę drugą przerzucić, za piecem wylądował. I do dziś tam leży, bo pieca odsunąć nie dała rady, a przyznać dziadowi się nie zamierzała.
W sklepie sąsiadkom się umiejętnością nową pochwaliła, ale wrażenia to na nich nie wywarło. Jedna się tylko zainteresowała, pani Basia co latem na rowerze rękę złamała i na rehabilitacje jeździ teraz. Autobusem, nie rowerem.
__________________________________________
Podoba Ci się Tydzień Baby?
INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!
__________________________________________
– Ale zazdroszczę! – westchnęła. – A ja tak te naleśniki lubię, raz w tygodniu smażyłam przynajmniej. Ale co zrobić, z tą ręką nie dam rady.
U baby na wsi życzliwi wszyscy bardzo są, to i ona postanowiła.
– Pani się nie martwi, jutro też naleśniki planowałam, więcej zrobię i podrzucę – ku zadowoleniu kolejki całej obwieściła.
Najładniejsze dla sąsiadki wybrała. Wychodzić już miała, gdy do głowy jej przyszło, że w związku z kontuzją pani Basia zapraw nie robiła, dżemu więc pewnie nie ma. No to cofnęła się i słoik ze spiżarni dołożyła jeszcze.
Gdy po dniach paru w sklepie się spotkały, czy naleśniki smakowały, baba spytała.
– O tak, chociaż dziwne trochę – sąsiadka odparła.
– Dziwne? – baba się zadziwiła, bo według niej udane bardzo były.
– Same naleśniki może nie – sąsiadka wyjaśniła. – Ale z burakami nie jadłam jeszcze…
Tekst: Kamilla Placko-Wozińska
