Po czajnik do krawcowej, czyli jak wiosna miło się zaczyna


Wiosna do baby przyszła. Wraz ze słoneczkiem, przebiśniegami, co park pokrywają cały i przyjaciółmi, którzy teraz chętniej babę odwiedzają. Jak koleżanka jedna wizytę swoją zapowiedziała, czajnik elektryczny zepsuł się akurat. No to baba do wsi pobliskiej się udała na ryneczek, gdzie sklepy wszelakie są.

Do elektrycznego w kolejności pierwszej się udała.

– U mnie nie ma, ale u krawcowej pani dostanie na pewno – miły pan poinformował, a baba jak wryta stanęła. Widząc jej zdumienie, sprzedawca wyjaśnił: – No, w sklepie z artykułami różnymi.

Takie sklepiki to akurat trzy obok są. Do najbliższego więc baba się udała.

– Przepraszam, czy tu pani krawcowa jest? – spytała.

– Tak, zaraz zawołam – ekspedientka odparła i zanim baba cel wizyty swojej wyjaśniła, zawołała: – Pani Danusiu, ktoś do pani…

– Czym mogę służyć? – starsza pani grzecznie spytała, a jak baba wyjaśniła, że ona w sprawie czajnika przyszła, zadziwiła się: – To po co pani krawcowa? Marylka pokazać mogła…

Jak już baba czajnik nabyła, pani Marylka życzliwie poradziła, żeby ten zepsuty panu Markowi pokazać. Ręce złote takie ma, że wszystko prawie naprawić potrafi.

– A gdzie pana Marka znajdę? – baba dopytywała.

–  Jak to gdzie? W warzywniaku – ekspedientka zaskoczona niewiedzą baby była.

__________________________________________

Podoba Ci się Tydzień Baby?

INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!

__________________________________________

Warzywniaki dwa na ryneczku są, ale baba za pierwszym razem do odpowiedniego trafiła. A pan Marek okiem na czajnik rzucić się zgodził.

Dnia następnego przyjechać baba miała. Ale rano nie zdążyła, bo przyjaciółka dawno niewidziana zadzwoniła.

– Masz jeszcze konie? – spytała.

– No pewnie – baba odparła i zdumiona spytała czy koleżanka, co jeszcze starsza od baby jest pojeździć na Starce lub Brazylii zamierza.

– Nie, nawóz do ogródka chciałam – wyjaśnienie padło. – Tak za godzinę wpadnę.

 

Baba do wizyty dobrze się przygotowała. Słodkie nabyła, perfumami od dziada się pokropiła i makijaż delikatny zrobiła nawet, coby przyjaciółka upływu czasu nie zauważyła.

Dużo śmiechu przy pakowaniu w worki podwójne nawozu owego było. Że ostrożnie przyjaciółka jechać w drodze powrotnej musi, mówiły, bo jakby stłuczka jakaś, to łajno całe wysypać się może.

Poplotkowały też sobie trochę i tak się zagadały, że baba ledwo przed zamknięciem warzywniaka zdążyła. Pana Marka nie było, ale czajnik naprawiony zostawił.

– Ale pani pachnie! – ekspedientka oceniła, a baba ucieszyła się, że te perfumy od dziada trwałe takie są, że godzin kilka wytrzymały.

– To Gucci Flora, mąż mi kupił – poinformowała.

– Nie, nie – sprzedawczyni zaprzeczyła. – To raczej coś innego, jakby końskie odchody…

Tekst: Kamilla Placko-Wozińska

Moja Harmonia Życia – czytaj najnowszy numer!

Dodaj komentarz