02.11 2021
Tydzień Baby: Kret w jadalni i niestosowne stroje dziewczynek
– Jak to kret w jadalni? Podkopał się czy zjeść go zamierzaliście? – przyjaciółka spytała, a odpowiedź baby, że pies nim się bawił niewiele tłumaczyła.
Według baby, efekt przyjaźni Lei z kotem Marcelem to był. Ten ostatni różne dziwne rzeczy bokserce znosi. Makabryczne często, jak skrzydło ptaka. Dziad utrzymuje, że Marcel krecika zamordować zamierzał, ale ten na tyle sprytnym się okazał, że pod kredens uciekł. To i pies wokół owego przez godzinę krążył, a gdy kret wyszedł w końcu, gonił go wokół stołu łapkami trącając. Dziad na szczęście gościa nietypowego złapał i do ogrodu zaniósł, co by w przekopywaniu pomagał. Lea i Marcel długo się o to gniewali. Tyłem do dziada siadali udając, że w kominek się gapią, a nie jak zawsze w telewizor.
– Oj, przyjadę, opowiem wszystko przy kominku i czymś smacznym – przyjaciółka pytanie baby o córkę skwitowała. Bo problem w szkole ósmoklasistki się pojawił. O strój poszło. Wychowawczyni zadzwoniła, że dziewczyna ubrana niestosownie na lekcje przychodzi.
– Pani oszalała chyba, wariujecie przy tym ministrze, czytałam, że w gdańskich szkołach już tacy nadgorliwi są, że dziewczynki ramion i nóg odsłaniać nie mogą, że na wuefie nawet w spodniach od dresu ćwiczyć muszą, ale że u nas? – matka w obronie dziecka stanęła. W przekonaniu zresztą, że córka żadnych niestosownych ciuchów nie posiada.
– Proszę się nie denerwować, znamy się przecież, wie pani, że ja za żadnym średniowieczem nie jestem – nauczycielka odparła. – Przy kawie pogadajmy, problem inny jest.
INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!
Wychowawczyni w życiu prywatnym żoną kolegi przyjaciółki jest i sąsiadką w dodatku. W sytuacjach szkolnych jedynie paniują sobie, na spotkaniach towarzyskich po imieniu mówią.
– Gadaj o co chodzi – koleżanka gdy na kawę przyszła w progu już spytała. No i usłyszała, że Madzia w bluzce z brokatem przychodzi i gołymi plecami. Do tego spódniczkę czarną krótką bardzo ma.
– Wiesz, dziwnie to wygląda, bo ani pora na takie odzienia, a w szkole za ciepło nie jest – wychowawczyni się tłumaczyła.
– Ale Magda nie ma ani czerwonej bluzki z brokatem, ani czarnej spódniczki – przyjaciółka wyjaśniła.
– To znaczy, że pożyczyła od kogoś, a to niepokojące bardzo jest. Żadna porządna dziewczyna tak się nie ubiera – nauczycielka odparła.
No to przyjaciółka w domu sytuację wyjaśnić próbowała.
– Pożyczyłam – Magda do muru przyparta wyznała.
– Ale od kogo? – mama przypierała nadal. – Nikt porządny takich ubrań nie nosi.
Cisza na słowa te zaległa. Długa bardzo, ale przyjaciółka taktycznie jej nie przerywała. Patrzyła tylko wyczekująco.
– No dobrze, powiem – Madzia w końcu pękła. – Pożyczyłam sobie z… twojej szafy.
