Jak to zwierzaki zimą ciężko mają


Babo, dawaj szynkę, szybko! – od progu koleżanka krzyczała. Zadziwiło babę to powitanie, zwłaszcza, że szynki żadnej w lodówce nie dostrzegła. – To kiełbasę, albo smaczka! – krzyk coraz bardziej rozpaczliwy był.

Jak już baba do drzwi wejściowych doszła koleżankę do Wolfa czule przemawiającą zastała, a ów łeb przekrzywił tylko i coś żuć się zdawał.

– Kluczyki moje w pysku ma i oddać nie chce, połknie zaraz – koleżanka zrezygnowana całkiem obwieściła. – Zabrać go będę musiała, bo u mnie tak jest, że wystarczy kluczyk w pobliżu mieć i samochód odpali. Wkładać go do stacyjki nie trzeba…

Wolf w domu został jednak, bo na widok smaczka kluczyki wypluł.

Dużo baba przejść ze zwierzętami tej zimy ma. O koty martwiła się na ten przykład bardzo, bo dzień cały na kaloryferze spędziły. Że struły się, pomyślała gdy na obiad nie przyszły. Ale wieczorem gdy transporter dla nich szykowała, celem udania się do weterynarza, obydwa do kuchni wpadły, miseczki swoje wylizały i połowę karmy dla psów przeznaczonej zjadły. A potem zadowolone na kaloryfer wróciły.

Ledwo baba odetchnęła z ulgą, gdy dziad z kurnika z informacją smutną wrócił. Kura, która od dni paru słaba była, padła całkiem. Łzy w oczach baba miała gdy sąsiadce opowiadała, jak to kurce wodę ciepłą nosiła, siankiem przykrywała, a i to nic nie pomogło. O tym jak czule do ptaka przemawiała, nie wspomniała nawet, bo na wsi praktyką codzienną to nie jest.

__________________________________________

Podoba Ci się Tydzień Baby?

INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!

__________________________________________

– Nie martw się, babo – sąsiadka pocieszyła. – Teraz już będziesz wiedzieć, że jak kura słabuje, ubić ją szybko należy. Płakać się rzeczywiście chce, jak pomyślę jaki rosół byś dzisiaj miała…

Jak sobie baba siebie, kurę swoją zjadającą wyobraziła, słabo jej się zrobiło, bo u niej kury dożywocie mają.

Jeszcze bardziej słabo babie się zrobiło, gdy dziad o chorobie konia poinformował. Starka w stajni się położyła i wstać nie mogła. Szybko na szczęście weterynarz, a właściwie weterynarka przyjechała. Tym razem woda ciepła i koce pomogły. Oraz leki specjalne też. Starka raźno wstała i na śnieg wybiegła. Na wyniki krwi wszyscy czekają jeszcze, a baba do apteki po końskie krople się udała.

– Ojej, tyle lat się znamy, a nie wiedziałam, że konia pani ma – zaprzyjaźniona farmaceutka z sąsiedniej wsi się zdziwiła, podobnie jak baba gdy przyszło jej ponad sto złotych zapłacić.

– Trudno – westchnęła kartę do terminala przykładając. – Męża obciążę…

– O, to i męża pani ma? – aptekarka nadal zdziwioną była. – Myślałam, że dawno nie żyje…

Tekst i zdjęcie: Kamilla Placko-Wozińska

Moja Harmonia Życia – czytaj najnowszy numer!

 

 

Dodaj komentarz