02.02 2026
Jak w mrozy rozpoznać się trudno
Zimno. Tak zimno, że świata baba nie widzi, bo okna lodem skute zostały. Koty domu nie opuszczają wcale, kury niechętnie wychodzą z kurnika, zwłaszcza kogut. To i jajek baba świeżych zebrać nie może, bo boi się go bardzo. Psy góra kwadrans wytrzymują na podwórku. Konie jedynie w południe spacery leniwe uskuteczniają. Tak leniwe, że baba obawy ma czy nie zamarzną. Dzieciom lekcje z okazji zimy prawdziwej odwołują, a w telewizji radzą co by domów nie opuszczać. A wszystko to akurat wtedy, gdy baba spraw wiele do załatwiania ma, bo i dentysta i urząd i wizyta u przyjaciół od dawna odkładana. Dziad zadowolony przynajmniej jest, bo baba nosi wszystko to do czego zwykle przekonać jej nie może, czyli czapkę z szalem, taką, że nos tylko jej wystaje i rękawice.
Jak w drodze do miasta na stację benzynową zajechała, pan radośnie ją powitał:
– Taka pani opatulona, że jej nie poznałem…
– Bo ja tu pierwszy raz jestem – zdziwiona baba odparła.
– Lepiej raz nie trafić niż kogoś pominąć – młody człowiek wyjaśnił. – Klienci lubią gdy ich rozpoznajemy…
W sklepie, w którym baba też się zatrzymała za to jedna klientka ją rozpoznała.
– Ale miło tak po latach się spotkać – zagaiła, a baba potaknęła szukając intensywnie w pamięci skąd też znać się mogą. – Nic się pani nie zmieniła, kolor włosów tylko.
__________________________________________
Podoba Ci się Tydzień Baby?
INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!
__________________________________________
– Pani też – grzecznie baba odparła, w myśli obliczając, że blondynką to już ze dwadzieścia lat jest. Czyli przynajmniej tyle się nie widziały, skoro rudą ją znajoma dawna pamięta.
– Z Anką widuję się czasem, to mówi co u pani – kobieta kontynuowała imię takie wymieniając, co w otoczeniu baby najczęściej występuje. U przyjaciółek i w rodzinie, trop więc żaden to nie był, a kolejka do lady zmniejszyła się niewiele. Czas najwyższy był, żeby baba coś od siebie powiedziała. Jedyne co do głowy jej przyszło to, że zimno bardzo jest, a po chwili pytanie błyskotliwe i bezpieczne zadała:
– A co u pani słychać?
– W szkole tu uczę, dojeżdżam – odpowiedź padła i zaraz pytanie dziwne: – A jak pani sobie sama radzi?
– Sama to ja przez trzy dni tylko jestem, jak dziad do pracy do Gdańska jeździ – baba odparła i wyjaśniła, że tak na uniwersytecie zajęcia ma. Odetchnęła też, bo jeszcze tylko jedna klientka przed nimi została, rozmowa więc zaraz końca dobiegnie.
– Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło – tej odpowiedzi całkiem baba nie zrozumiała. – Ale, że dziad na uniwersytecie zajęcia ma… No, no…
Ma już od trzydziestu lat pewnie, więc tyle się nie widziały, a owa Anka niewiele widać przekazuje, taką refleksję baba miała.
– No, moja kolej – z ulgą baba słowa te przyjęła, podobnie jak uścisk pożegnalny pani, która na koniec dodała: – Miło było się zobaczyć. Zdrowia dużo życzę, pani Marylko…
Tekst: Kamilla Placko-Wozińska
