Ajurweda jako remedium na kryzys


Z Martą Wesołowską, konsultantką ajurwedyjską, twórczynią projektów serca „OdNowa w Mocy”, „ROK CUDów” oraz Festiwalu Kobiet „Transformacja”, rozmawia Katarzyna Płóciennik-Niemczyk.

W jakiej sytuacji pojawiła się w twoim życiu ajurweda?

– W momencie potrzeby zmiany życia zawodowego. Ale też chciałam poczuć się lekko, spokojniej i zdrowiej.

Czy już wtedy wiedziałaś, że ajurweda będzie tym, co ci to wszystko zapewni?

– Zdecydowanie nie. Nic wcześniej nie kierowało mnie ani w stronę ajurwedy, ani podobnych tematów. Przypadkiem w jakiejś książce natrafiłam na to słowo, a potem, jak po nitce do kłębka, pojawił się kurs dotyczący psychologii ajurwedyjskiej. A w związku z tym, że lubię łączyć kropki, analizować, kocham rozwój i wiedzę, psychologia zaczęła mnie bardzo interesować i dała mi wiele odpowiedzi na pytania, które miałam w tamtym momencie.

I naturalnie później pojawił się kolejny kurs, tym razem dotyczący ciała i oczyszczania. Okazało się, że wiele dolegliwości, które towarzyszyły mi latami, jestem w stanie sama zminimalizować, chociażby poprzez sezonowe oczyszczanie organizmu. To było niezwykłe odkrycie. Potem okazało się jeszcze, że ajurweda jest pomysłem na zmianę drogi zawodowej. Najpierw pojawiła się opcja bycia konsultantką ajurwedyjską. Okazało się, że mogę zrobić coś więcej, pogłębić tę wiedzę. I trwa to już ponad 6 lat.

Przyznam, że twój pomysł łączenia ajurwedy z biznesem nie od razu do mnie przemówił. Nie czułam tego połączenia. I ciekawi mnie po prostu, czy spotkałaś się z podobnymi opiniami na ten temat?

– Docieram do osób, głównie kobiet, które czują i wiedzą, że przyczyn naszych dolegliwości należy szukać głębiej: w emocjach, w naszym rytmie dobowym, a nie tylko skupiać się na zaleczeniu danej dolegliwości.

Podobnie jak ty, mam też doświadczenie pracy w korporacji. Odeszłam ze struktur jednego z banków i weszłam na zupełnie inną ścieżkę. Zniechęcenie i rozczarowanie towarzyszyły mi wcześniej bardzo często. Jak było u ciebie?

– U mnie również pojawiło się wypalenie zawodowe. Doprowadziło mnie ono do momentu, w którym mogłam wyraźnie stwierdzić i przyznać otwarcie przed samą sobą, że nie chcę już chaosu, presji na wynik i wewnętrznego rozedrgania. Chcę natomiast zmiany. Wyniki, efekty, sukcesy i osiągnięcia to duży poziom męskiej energii. Na tamtym etapie życia było tego dla mnie jednak zbyt dużo i było to zbyt ciężkie. Kiedy pojawiły się dzieci, zapragnęłam lekkości, zdrowia i innej energii w swoim życiu. Ajurweda daje właśnie to połączenie, wysoko wibruje, jest w tej przestrzeni lekkości. Teraz jestem w połączeniu ze swoją naturalną intuicją i kobiecością. Oczywiście mamy tę część męską w sobie: działanie i osiąganie, ale musi być po prostu balans.

Cały artykuł przeczytasz w najnowszym wydaniu:

Moja Harmonia Życia – czytaj najnowszy numer!

Dodaj komentarz