Africa Help, czyli o misji, która zmienia całe życie


Z Anną Walkowiak, prezeską Fundacji Africa Help rozmawia Anna Dolska.

Zdjęcia: Fundacja Africa Help

Afryka to kontynent pełen wyzwań, ale i ogromnej fascynacji. Skąd w twoim życiu wziął się pomysł, by pomagać właśnie tam?

– Ten kontynent fascynował mnie od zawsze, właściwie już od okresu licealnego. Choć moje życie zawodowe potoczyło się inaczej – studiowałam prawo i szybko założyłam rodzinę – Afrykę zawsze miałam w sercu. Działalność Polskiej Akcji Humanitarnej na początku lat 2000. była dla mnie wielką inspiracją.

Zanim jednak na poważnie zajęłam się pomocą na Czarnym Lądzie, działałam lokalnie w Fundacji Burego Misia, gdzie opiekowałam się podopiecznymi w Poznaniu i jeździłam z nimi na obozy. Przełom nastąpił w 2013 r. podczas podróży do Gambii. To wtedy, widząc realia życia poza hotelami, obiecałam moim dzieciom, że kiedyś będę budować studnie w Afryce. One i mąż wtedy się z tego śmiali, ale ta myśl we mnie tkwiła, aż w 2019 roku, po kryzysie życiowym i zawodowym, poczułam, że to jest ten czas, by zacząć robić to, co czuję wewnątrz.

Twoim pierwszym dużym projektem była studnia w miejscowości Logojeti. Jak udało się zebrać na nią środki?

– Zaczęłam od kursu fundraisingu i szukania kontaktów. W 2020 r. w Poznaniu spotkałam księdza Marka z Tanzanii, który opowiedział mi o ogromnym braku wody w jego regionie i zaprosił mnie do siebie. Postanowiłam więc zebrać pieniądze i zbudować studnię. To był skok na głęboką wodę. Nie miałam darczyńców ani sympatyków, więc zaczęłam od zbiórek w poznańskich parafiach, m.in. św. Rocha i św. Stanisława Kostki na Winiarach. Pamiętam ogromny stres podczas wystąpień na ambonie – musiałam mówić wolno ze względu na echo, by starsze osoby mogły mnie zrozumieć.

Wtedy zdarzył się cud: po jednej z mszy w parafii św. Rocha zaczepił mnie mężczyzna i zapytał, ile mi brakuje pieniędzy na budowę studni. Gdy usłyszał, że 5 tys. dolarów, po prostu przelał tę kwotę na konto, widząc mnie pierwszy raz w życiu. Zaufał mi. Do dziś nas wspiera i zaadoptował dziecko w naszym programie edukacyjnym. Budowa tej studni nie obyła się jednak bez problemów technicznych.

Z czym musieliście się zmierzyć?

– Realia afrykańskie nas nie oszczędzały. Wykonawcy spóźnili się, maszyna zakopała się w błocie, a potem natrafili na skałę. Okazało się, że pomiary były błędne i zamiast na 150 metrach, wodę znaleźliśmy dopiero na 270 metrach. Co więcej, wykonawca próbował nas oszukać, montując chińską pompę zamiast zamówionej marki Grundfos, co skończyło się wezwaniem prawników. Sama podczas tego wyjazdu byłam bardzo chora, miałam 38 stopni gorączki i modliłam się, by na lotnisku nie zatrzymali mnie w szpitalu covidowym. Mimo tych trudności, studnia działa do dziś i stała się „studnią pojednania” – zakończyła walki o wodę między Masajami a rolnikami, którzy wcześniej pili z jednego brudnego zbiornika razem z bydłem.

Działasz głównie poprzez misje katolickie. Dlaczego wybrałaś taki model współpracy?

Misjonarze są na miejscu i są dla nas pomostem. Zabezpieczają realizację projektów, pilnują, by materiały nie zostały rozkradzione i by pomoc była pomocą rozwojową, a nie tylko jednorazowym podarunkiem. Dzięki nim wiemy, że inwestycja w infrastrukturę, taką jak laboratorium medyczne czy przychodnia, będzie służyć lokalnej społeczności przez lata.

Wspomniałaś o Masajach. Często postrzegamy ich przez pryzmat mediów jako bardzo biednych ludzi. Jak to wygląda z twojej perspektywy?

– Rzeczywistość jest bardziej złożona. Masajowie to plemię bardzo dumne i kultywujące tradycję. Ich chaty z gliny i patyków to często świadomy wybór, a nie wynik skrajnej biedy – dla nich bogactwo to krowy i liczne dzieci. Niestety, wielożeństwo powoduje, że w tym regionie średnio 4 na 10 osób choruje na kiłę. Często nie wiedzą o chorobie. Mieliśmy pacjenta, który trafił do nas z atakiem przypominającym padaczkę – okazało się, że to zaawansowana kiła wywołała objawy neurologiczne. Państwo ich marginalizuje, więc to my staramy się dbać o ich profilaktykę zdrowotną i edukację. Dlatego tak ważne było dla nas otwarcie przychodni i laboratorium medycznego.

Całą rozmowę przeczytasz w Mojej Harmonii Życia. Kliknij i pobierz to wydanie!

Dodaj komentarz