Męskość w zmianie: upadek czy przebudzenie?


Z Radosławem Stopką, pisarzem powieści obyczajowych, dotykających problemu depresji, życiowego upadku i medycyny szamańskiej
rozmawia Anna Dolska

Czy obecny kryzys męskości to rzeczywiście zjawisko negatywne, czy może konieczny proces „rozpadu” starego wzorca mężczyzny?

– Każdy czas miał swój kryzys męskości. Nie każdy mógł lub chciał być bohaterem,
podróżnikiem, opiekunem dla rodziny, a zarazem ojcem i mężem. Mężczyźni wybierali swoje
ścieżki w przeróżny sposób, ale dziś jesteśmy w stanie powiedzieć coś tylko o tych, którzy
zapisali się na kartach książek i opowieści – często wybitnych jednostkach, odznaczających
się ponadprzeciętnymi umiejętnościami. Nikt dziś nie będzie pamiętał o przeciętnym
pracowniku fizycznym sprzed stu lat, zapijającym żale w okolicznym szynku.
Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że dziś świat wygląda inaczej. W takich czasach
obserwujemy wszystkich mężczyzn, porównując ich z ustalonymi modelami z przeszłości.
Gdyby dokonać właśnie takiego porównania, to dzisiejsi mężczyźni są słabsi fizycznie, mniej
decyzyjni, boją się brać odpowiedzialność za innych, a najczęściej nawet za siebie.
Doprowadziło do tego bardzo wiele czynników. Ja wymieniłbym tutaj przede wszystkim
udogodnienia technologiczne, pozwalające w życiu skupić się na unikaniu bólu i
niedogodności, przejęcie przez kobiety wielu zawodów, do których wcześniej dostęp mieli tylko mężczyźni. Dawniej ludzie byli narażeni na wiele więcej niebezpiecznych sytuacji w codziennym życiu. Egzystencja na świecie wymagała większej tężyzny fizycznej, a w dodatku kobiety wciąż spoglądały w stronę mężczyzny, upatrując w nim silnego przywództwa. Dziś podświadomie kobiety nadal oczekują od mężczyzn silnego przewodnictwa, wsparcia, ochrony, decyzyjności i wewnętrznej siły, kiedy pojawią się przeciwności losu.
Współczesny mężczyzna, odnosząc się do ubiegłych wieków, nadal ma „wgrane” schematy męskości budowane na walce fizycznej i rządzeniu bez kobiet. Nie mogąc się w nich spełnić i nie rozumiejąc, czego tak naprawdę oczekuje druga strona, czuje się szalenie zagubiony.
Kiedy znajomy świat uległ zmianie, zburzył się męski światopogląd. Rozpad starego wzorca jest pierwszym krokiem do powstania zupełnie innego poglądu na nowoczesną męskość.

W jaki sposób mężczyźni mogą dziś budować poczucie własnej wartości, skoro tradycyjne atrybuty męskości, takie jak bycie jedynym żywicielem rodziny czy fizyczna dominacja, straciły na znaczeniu?

– Zmieniły się czasy, dlatego współcześni mężczyźni muszą dostosować się do tego, co zastali, rodząc się, a dodatkowo zrozumieć, czego pragną kobiety. Nadal działają instynktownie zakodowane schematy u kobiet, które oczekują silnego oparcia ze strony mężczyzny, decyzyjności i stanowczości w pojawiających się życiowych trudnościach. Mówiąc prościej, myślę, że kobiety oczekują, iż współczesny mężczyzna okaże się odpowiedzialny i nie zostawi ich, kiedy pojawią się kłopoty, choroba czy pogarszające się finanse.
Jako mężczyźni nadal powinniśmy zapewniać bezpieczeństwo i wsparcie, tylko w inny sposób. Rozumiejąc to, współczesny mężczyzna nie powinien porzucać treningu swojego ciała. Zachowanie zdrowego ciała i ciągłe pokonywanie swoich słabości buduje cechy charakteru, które będą podstawą „starej-nowej” męskości. Nie można też zapomnieć o rozwoju intelektualnym, który idzie w parze z budowaniem pozycji zawodowej.

Zjawisko „nieobecnych ojców” – jak brak męskiego wzorca w dzieciństwie wpływa na lęk przed bliskością i zobowiązaniami u dorosłych mężczyzn?

– Zgodziłbym się częściowo z takim stwierdzeniem, natomiast nie obwiniałbym szczególnie starszego pokolenia mężczyzn, wychowanego w innych, surowych czasach. Nasi ojcowie i dziadkowie dużo częściej skupiali się na przetrwaniu dnia codziennego niż na uczuciach. Ci,
którzy w walce dnia codziennego nie byli obecni w życiu swoich dzieci, faktycznie mogli spowodować, że kolejne pokolenie nie będzie wiedzieć, jak okazywać uczucia.
Należy jednak pamiętać, że ci, którzy dawali swój czas synom, a nie potrafili powiedzieć „kocham” czy przytulić, nie byli złymi ojcami. Wynikało to jedynie ze sposobu wychowania i wgranych schematów zachowań. Jednak przez wspólne aktywności starali się pokazać
swoje uczucia. Dzisiaj – nie tylko dla mężczyzn – problemem jest zwyczajna bliskość z drugim człowiekiem i brak odpowiedzialności. Można przyczyny problemu upatrywać w nieobecnym ojcu i braku wzorca, ale postawa taka jak brak odpowiedzialności bardziej łączy się, według
mnie, z życiową niedojrzałością. Niechęć do dorastania i wzięcia na barki ciężaru życia może wynikać też z dużej ilości bodźców i możliwości wyboru łatwego życia bez bólu.

Dlaczego mężczyźni tak często zamieniają lęk i smutek na złość i jak nauczyć ich rozpoznawania tych pierwotnych emocji, zanim przejdą one w agresję lub autoagresję?

– Agresja od zarania dziejów była podyktowana lękiem i zawsze będzie. Człowiek, który atakuje innych słownie czy fizycznie w swoim otoczeniu, kryje w sobie lęk przed ukazaniem swoich słabości. Przez agresywne zachowania próbuje odwrócić uwagę od siebie i swoich
problemów. Potrzebna jest praca u podstaw: przekonanie, że można coś zmienić w swoim życiu, a złość pzrekuć w energię do działania. Jednocześnie powinno uczyć się ludzi metod obserwacji własnych emocji, ich akceptacji i odpuszczania.

W jaki sposób współczesny mężczyzna może pogodzić potrzebę sprawstwa i siły z prawem do bezradności i proszenia o pomoc?

– Współczesny mężczyzna powinien uświadomić sobie, że siłę sprawczą buduje się przez rozwój ciała i umysłu. Wzmacnianie siebie jako jednostki buduje cechy charakteru, które pozwalają działać w obliczu trudności. Niestety musimy być świadomi, że jedyną rzeczą, nad
którą możemy sprawować kontrolę, są nasze decyzje życiowe, a nie całe życie.
Uświadamiając to sobie, poczucie bezradności odejdzie samo. Jeśli chodzi o proszenie o pomoc, jest to bardzo pozytywna rzecz, kiedy zdamy sobie sprawę, że nie zawsze we wszystkim musimy być specjalistami. Dla wielu osób proszenie o pomoc jest uwłaczające. Dla mnie osobiście jest to jedynie pokazanie, że nasze ego już nie dominuje i jesteśmy świadomi, że w pewnych sytuacjach potrzebujemy wsparcia, a co więcej
– dzięki pomocy innych ludzi możemy osiągnąć więcej.

Czy zjawisko „ucieczki w cyfrowe światy” (gry, pornografię, media społecznościowe) to główna przyczyna, czy jedynie objaw niezdolności mężczyzn do radzenia sobie z wyzwaniami realnego życia?

– Jest to skutek dążenia do życia w dopaminowej ekstazie, przy jednoczesnym unikaniu bólu. Kiedy zagłębiamy się w cyfrowy świat i oddajemy się różnym przyjemnościom z tym związanym, również tym fizycznym, jak pornografia, tak naprawdę już sobie nie radzimy.
Mógłbym powiedzieć, że jest to ucieczka przed samotnością, ale problem jest znacznie głębszy. Co takiego dzieje się, że współcześni mężczyźni zostają sami, nie tworzą relacji z kobietami ani przyjacielskich z innymi mężczyznami? Czy świat cyfrowy jest tego przyczyną?
Nie sądzę. Jest on raczej odskocznią, tak jak dla wielu pokoleń wcześniej mógł być bar i butelka wódki.

W mojej ocenie problem jest powiązany z brakiem podstawowych wzorców i pojawieniem się nowych, nawołujących zewsząd do „miękkiego”, przyjemnego życia. Kiedy nie mamy wpojonych wzorców takich jak dyscyplina, dążenie do celu czy samokontrola, łatwo
przekonać nas, że można uniknąć życia przez dopaminową odskocznię.

Jaką rolę w procesie „odzyskiwania męskości” odgrywa ciało i dlaczego powrót do aktywności fizycznej jest często pierwszym krokiem w terapii męskiej psychiki?

– Aktywność fizyczna ma wiele zalet, ale w kontekście męskiej psychiki skupiłbym się na trzech aspektach. Po pierwsze, wysiłek fizyczny buduje nasze zdrowie. Sprawniejsze ciało to mniej chorób i większa mobilność. Jeżeli spędzamy czas na ćwiczeniach, to naturalnie mniej
siedzimy przed komputerem, telefonem czy przy butelce. Te sprawy nie idą w parze z aktywnością fizyczną, przynajmniej jeśli ktoś traktuje sport nie jako wydarzenie okazjonalne, a regularny element swojego życia.
Druga sprawa to wpływ na nasz umysł. Sport buduje pozytywne cechy, takie jak dyscyplina, dążenie do celu czy odporność psychiczna. Dodatkowo podczas aktywności fizycznej wydzielają się w naszym organizmie takie substancje jak serotonina czy dopamina,
pozytywnie wpływając na nasz nastrój. Uprawianie sportu często łagodzi i usuwa odkładający się w nas stres z życia codziennego.
Trzecia sprawa związana ze sportem to socjalizacja. Możemy ćwiczyć samotnie – biegać, chodzić, pływać na basenie – ale prędzej czy później znajdziemy kogoś do pary. Sam trenuję od kilku lat sztuki walki i biorąc udział w zajęciach, jestem częścią grupy; mam wokół siebie
osoby, które obrały podobny kierunek rozwoju i myślenia, co motywuje mnie do działania. Wszystko to skutecznie wpływa na moją kondycję fizyczną i psychiczną.

Jak budować partnerskie relacje z silnymi, niezależnymi kobietami, nie tracąc przy tym poczucia własnej męskiej tożsamości?

– Kluczem do sukcesu w takiej relacji jest zachowanie własnej tożsamości. Będąc w związku, nie możemy skupiać się tylko i wyłącznie na drugiej połówce, zapominając o swoich dążeniach, pasjach czy dbaniu o ciało i umysł. Silna współczesna kobieta nie będzie chciała
być ze słabym mentalnie mężczyzną.
Jeśli kobieta jest samowystarczalna emocjonalnie, fizycznie i ekonomicznie, to mężczyzna, który nie daje jej poczucia bezpieczeństwa, nie wyznacza kierunku w życiu (mówimy o partnerskim porozumieniu, a nie dominacji), nie posiada przyjaciół i skupia się tylko na relacji
(przez co jest zależny), będzie dla niej podopiecznym, a nie partnerem. Kobieta musi podświadomie czuć, że mężczyzna ma silny emocjonalny kręgosłup, poradzi sobie w każdej sytuacji i nigdy nie podda się w obliczu problemów. Słowa nie oddadzą nigdy tyle, co czyny, a
poddawani obserwacji przez drugą połówkę jesteśmy cały czas. Jeśli okażemy słabość w kwestiach, o których wspomniałem, nie możemy liczyć na udaną relację.

Czym różni się „zdrowa hierarchia” w życiu mężczyzny od toksycznej potrzeby dominacji nad innymi?

– Fundamentem jest szacunek. Jeśli on istnieje, nie dojdzie do toksycznej walki o przywództwo. Jeśli jedna ze stron postrzega partnera jako gorszego lub słabszego, to znak, że dzieje się coś złego. W zdrowej relacji kochana osoba powinna być na równej pozycji z nami. Dominacja z założenia jest toksyczna. Jeśli ktoś próbuje świadomie dominować w przyjaźniach czy związku, powinien zastanowić się, co próbuje w ten sposób ukryć.

Gdyby miał pan wskazać najważniejszy element „męskiego rytuału przejścia” w dzisiejszych czasach, co musiałoby się wydarzyć, aby chłopiec stał się dojrzałym mężczyzną?

– Byłaby to samodzielność w każdej sferze życia. Problemem wielu współczesnych mężczyzn jest zależność ekonomiczna czy emocjonalna. Pozornie dorośli mężczyźni mieszkają z rodzicami, co oznacza, że są zależni finansowo i nie potrafią się sami utrzymać.
Jeśli są zależni finansowo, tym bardziej nie utrzymają rodziny. Tak samo jest z zależnością emocjonalną. Jeśli młody mężczyzna pozwala, żeby to rodzice lub bliscy decydowali o tym, jak ma potoczyć się jego życie, to tak samo będzie w relacji.
Żadna rozsądna kobieta nie zgodzi się na sytuację, w której będzie musiała walczyć o atencję i względy z bliskimi swojego partnera, a tym bardziej nie będzie chciała razem z nimi podejmować decyzji o wspólnym życiu.

Czy we współczesnej rzeczywistości, kiedy męskość jest wystawiana na próbę, nie powinno się przewrotnie tworzyć organizacji praw mężczyzn, a nie tak, jak dotychczas – kobiet?

– Rozumiem, że mężczyźni czują się czasem niesprawiedliwie traktowani, np. przy rozwodach. Jednak te sytuacje są często skutkiem naszej słabości. Powinniśmy tworzyć społeczności, by wspierać się i uczyć od siebie nawzajem. Walka o „prawa” to wciąż walka, a nie budowanie czegoś nowego. Zamiast walczyć z kobietami, skupmy się na budowaniu wewnętrznej siły. Jeśli kobieta poczuje się przy nas bezpieczna, jej potrzeba walki zaniknie.
Jestem zwolennikiem budowania silnych jednostek, które wspierają się doświadczeniem, a nie grup nastawionych na roszczenia.

Rozmowa pochodzi z najnowszego wydania Mojej Harmonii Życia do pobrania TUTAJ

Dodaj komentarz