Tydzień Baby: Spóźnione pierniczki i autorskie spotkanie w sklepie


Trzynaście, dwanaście, jedenaście… – tak w telewizji radośnie dni do świąt odliczają, babę w popłoch wpędzając. Że tym razem to ze wszystkim nie zdąży na pewno. A w dodatku Facebook przypomniał jej, że w roku ubiegłym już 3 grudnia pierniczki upieczone miała…

Zima piękna za oknem była, biegówki przygotowane. Ale nie, postanowiła, obowiązki najpierw, a przyjemności potem i za pieczenie się wzięła. Jak stygły będą, to czas na szaleństwa białe baby nastąpi.

Nie najeździła się jednak, bo nogę skręciła. I to nie na nartach, a przy pierniczkach, co bardzo psy i koty interesowały. Krążyły wokół baby, na stół dostać się próbowały i stale pod nogi jej wchodziły. Raz tak skutecznie, że celem uniknięcia uszkodzenia kota Marcela, baba stopę źle postawiła i zabolało. Bolało coraz bardziej.



– Posmaruj i bandażem zawiń – dziad maść babie wręczył. – I tak dobrze, że upiec je zdążyłaś, ozdabiać to na siedząco możesz.

To i baba ozdobiła, a jak wstawać musiała, kulą się wspierała. Bakalie do piernika pokroić zdążyła jeszcze zanim ból ustąpił nieco i prawie normalnie chodzić zaczęła.

– Popatrz babo, jak to wszystko się zgrało – dziad głową z uznaniem pokręcił. – Czasu nie zmarnowałaś wcale.

Ale miłe, przedświąteczne chwile też były. Wydawnictwo książkę przysłało, co to w niej 100 felietonów baby jest. Bo baba o babie 25 lat już pisze. Jak zaczynała, dziecko dzieckiem prawdziwym było, z podstawówki takim, a teraz to starsze od baby jest. W sensie od tamtej z pierwszych odcinków. Refleksję taką jeszcze miała, że i dziad w latach się posunął. Nie tak jak dziecko, ale jednak…


INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!


Bardzo się baba z książki ucieszyła, bo i okazję do wspomnień miała. Koleżankom w okolicy opowiedziała. Jak do wiejskiego centrum na zakupy się udała, znajoma jedna, z widzenia głównie z uśmiechem pomachała i w jej stronę raźno zmierzać zaczęła.

Trochę się baba zaniepokoiła, bo z panią ową wspomnienie jedno niesympatyczne raczej miała. Jak kiedyś wioski sąsiednie na kijach przemierzała, dwóm kobietom na przystanku autobusowym „dzień dobry” grzecznie powiedziała. Kawałek odejść zdążyła, gdy dialog wyraźny do uszu jej dobiegł.

– Kto to był?

– A taka jedna, popieprzona zdrowo – pani, która teraz w baby stronę zmierzała odparła.

No to dobrego niczego baba po spotkaniu kolejnym się nie spodziewała. Ale uśmiech z lica znajomej nie schodził.

– Babo, książkę podobno napisałaś – zagaiła.

– Nie napisałam – pokraśniała z dumy baba wyjaśnić chciała, że w niej to felietony dawne są, ale nie zdążyła.

– Plotki to widać były – owa pani w słowo jej weszła. – Całe szczęście! Że całkiem zwariowałaś pomyślałam.

Tekst i zdjęcia: Kamilla Placko-Wozińska

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Dodaj komentarz