Tydzień Baby: U baby chłód, a przyjaciółce banany rosną


– Taka zima to jakby już jest – baba do dziada się zwróciła. – Ogrzewanie podkręcić powinieneś.

– E, jaka zima, dobrze całkiem jest -odparł.

– Nie jest – baba kocem się okryła. – Może jak tak przytulić się, cieplej by było – kokieteryjnie dodała. – Popatrz, nawet pies z kotem na fotelu się ogrzewają.

– Możesz przecież tego kota na kolana sobie wziąć. Przytrzymasz mocno, to nie ucieknie… – dziad poradził.

Ale jak śnieg spadł, to na baby wyszło i dziad niechętnie bardzo, ale jednak ogrzewanie zwiększył.

Zimą ową baba przyjaciółce się pochwaliła, co na imieniny do niej pojechali.

– Na drodze topnieje, ale u nas na wsi trochę śniegu leży! – baba radośnie obwieściła.

– A nam banany wyrosły – przyjaciółka odpowiedziała.

– Że co? – baba się zdumiała, a dziad z wrażenia aż poczerwieniał.

– Pokazuj zaraz – zażądał.

I rzeczywiście – na bananowcu okazałym banany prawdziwe rosły. Dziad, zazdrośnie na owe łypiąc dopytywać zaraz zaczął o szczegóły pielęgnacji roślin, bo jego bananowiec padł całkiem. Przyjaciółka radzić nie mogła jednak, bo o zieleń to dziad jej dba.

– No popatrz jakie czasy nastały, faceci kwiatami zajmują się teraz – koleżanka skwitowała. Ale u baby nowość żadna to nie była. Dziad zawsze do roślin rękę miał. Tak przynajmniej sąsiadka poznańska mówiła. Kiedyś gdy na konferencję udał, a dziecko z rodzicami mieszkało jeszcze, w drzwiach owa pani się pojawiła.

– Kwiaty podlać przyszłam – oświadczyła. – Dziad mówił, że żadna z was o tym nie pomyśli…

Ale jeszcze większą od bananów atrakcją imienin pies nowy przyjaciółki był. Przed tygodniem ze schroniska wzięty, radość życia już odzyskał. Z taką adopcją psa to lekko nie było, komisja dom jego przyszły obejrzeć musiała. Do innej przyjaciółki baby komisja nie przyszła, bo kotka sama przywędrowała. Zabiedzona bardzo, ale ze spojrzeniem czułym i inteligentnym.

– Co teraz? Brenda w ciąży jest, brzuch już po ziemi ciągnie – po dwóch tygodniach koleżanka zadzwoniła. – Weźmiesz chociaż jednego kociaka? Potem ją wysterylizuję i problemu nie będzie.

Baba swoje koty już ma, więc odmówiła.


INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!


– Tak myślałam – westchnienie w komórce się rozległo. – Później zadzwonię, bo do weterynarza jedziemy właśnie.

– A po co teraz? Ciążę kocią rejestrować? – baba się zadziwiła.

– Jak to po co? Może Brenda witamin jakiś potrzebuje – przyjaciółka odparła.

Weterynarz zaraz ocenił, że Brenda przekarmioną jest. No to koleżanka wyjaśniła, że trudne życie kocica miała, to jej dogodzić trochę chciała.

– Rozumiem – weterynarz głową podczas badania pokiwał. – A sterylizować jutro możemy…

– Jak jutro? – przyjaciółka przerażona spytała. – Aborcję zrobić pan chce?

– Jaką aborcję? – weterynarz się zdumiał. – To kot jest przecież…

Tekst i zdjęcia: Kamilla Placko-Wozińska
Zdjęcie główne: pixabay.com

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Dodaj komentarz