Tydzień Baby: Czerwoną strzałą po katalońskich drogach


Lato, lato mamy jeszcze! – radość babę rozpierała wielka, gdy tylko stopy na katalońskiej ziemi postawiła. – Dwie godziny lotu i świat całkiem inny i słońca tyle!

– Dodaj, że taniego lotu – przyjaciółka, co bilety w cenie pociągu do Warszawy znalazła, zasługi swoje podkreśliła. I o kolejnych wspomniała: – No i samochód na nas zaraz obok lotniska czeka…

– A w Gironie pokój w niedrogim pensjonacie w centrum samym – baba o wkładzie swoim w pięciodniowe wakacje wspomniała.

Licytację ową widok samochodu wynajętego przerwał. Piękny wóz na nie czekał. Fiat 500, mały, ale czerwony z wykończeniami z białej skóry.

– Cudo, czerwona strzała – westchnęła baba, a koleżanka potaknęła, ale na chwilę tylko, bo jak w góry, a właściwie górki wjechały, że nie ciągnie, oświadczyła. No to baba uspokoiła, że wakacje mają i nie spieszą się nigdzie.

– My nie, ale ci za nami może tak – przyjaciółka odparła, a baba za sobą sznur samochodów zobaczyła.

Na widok morza odstresowały się całkowicie, a po kąpieli pierwszej plan zwiedzania sporządziły. Salvador Dali celem numer jeden był. Niepokoiła się baba nawet czy zobaczyć zdążą wszystko, ale z koleżanką o pokolenie młodszą zwiedzanie sprawnym bardzo się okazało.

Z dziadem żeby kościół z ołtarzem słynnym znaleźć, to po wieżach szukać trzeba, a często ostatni tym właściwym się okazuje. A przyjaciółce telefon wystarczył. Mapki zaraz ściągała i na ten przykład w Figueres informowała:

– Pierwsza w lewo, kawałek prosto, potem w prawo i za trzy minuty do teatru Dalego dojdziemy…

Zaraz też babę uspokoiła, że odprawą przed powrotem nie ma się co martwić, bo w komórce załatwi wszystko.

A jak na stację po benzynę zajechały i otwarcie baku skomplikowanym się okazało, baba zaraz faceta jakiegoś o pomoc prosić chciała.

– Zwariowałaś, babo, kompromitować się nie będziemy – usłyszała. – W Internecie zobaczę.

Problem prawdziwy pojawił się, gdy lampka czerwona się na kontrolce zapaliła.

– Pompowałaś babo kiedyś koła? – pytanie trudne padło, więc przyznać musiała, że nie.


INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!


Przyjaciółka też nie, ale sposób znalazła. Na projekcję filmu instruktażowego babę w pensjonacie zaprosiła. A że pokój przytulny baba wynajęła, co znaczy malutki, w sali dla gości komórkę uruchomiła.

– Kryminał? – Polak, co wszedł właśnie zapytał. Potaknęły zgodnie, a koleżanka do wyłączenia filmu się rzuciła. Za późno jednak już było, bo miła pani z ekranu wygłosić zdążyła, że pokaże jak proste pompowanie kół jest…

W pokoju swoim resztę więc zobaczyły i rzeczywiście, łatwe bardzo się to okazało. W teorii jednak tylko. Kompresor na stacji zużytym bardzo był, a sympatyczny Hiszpan pomoc zaoferował. I tak na babę spoglądał miło, choć o dekadę młodszym był, że piękna jest powiedział nawet. A ta aż poczerwieniała na licu.

– Szarmanccy ci Katalończycy, tylko pompowanie kół, a komplementów tyle! – baba podczas jazdy refleksją się podzieliła.

– Jakich? – koleżanka się zadziwiła. No to baba opowiedziała, jak urodą jej się zachwycał.

– Ze cztery razy beautiful powtórzył – dodała, bo przyjaciółka jakoś jej nie dowierzała.

– A, tak, bo kół tyle mamy – dziwnie odpowiedziała. – To o ciśnieniu w oponach było…

Tekst i zdjęcia: Kamilla Placko-Wozińska

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Dodaj komentarz