06.01 2026
Wielki atak zimy i śnieżnych wandali
Zaskoczenie wielkie było jak tej zimy zima przyszła. Telewizje wszystkie meldunki zatrważające z kraju całego słały. Gdzie śnieg drogi zasypał i gdzie drzewa na tory powalił, ruch pociągów wstrzymując.
Najbardziej dramatycznie na schodach na peron dworca w Mławie prowadzących było. Takie przynajmniej wrażenie baba miała telewizje różne oglądając. Mało, że jedna reporterka, co na co dzień od polityki wielkiej jest, osobiście po tych schodach zejść próbowała, to i sam premier krytycznie bardzo się wypowiedział. Na baby chłopski rozum jakby każda z ekip telewizyjnych po trzy stopnie odśnieżyła, problem rozwiązanym by został i następne wozy transmisyjne jechać ze stolicy samej nie miałyby po co.
Dzieci śnieg bardzo ucieszył. Na sankach pojeździć mogły, śnieżkami porzucać i bałwany lepić. Wnuczek przyjaciółki baby ośnieżony cały wrócił z zabaw zimowych, ale szczęśliwy bardzo.
– Skąd śniegu tyle na sobie masz? – babcia otrzepać go próbowała.
– Z bałwana – z dumą chłopiec odparł.
– Ulepiłeś bałwana? – babcia się nowym talentem zachwyciła.
– Nie, tylko tego co Jurek zrobił rozwaliłem! – malec się pochwalił. – Fajnie było.
– Brzydko postąpiłeś – ojciec do rozmowy się włączył. – Cudzą pracę szanować trzeba. Jurkowi przykro na pewno było.
– Wcale nie – chłopiec zaprotestował, a jak usłyszał, że kolegę przeprosić powinien dodał: – Nie mogę, bo się pobeczał i do domu poszedł.
__________________________________________
Podoba Ci się Tydzień Baby?
INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!
__________________________________________
Bałwanowych wandali w okolicy pojawiło się więcej. Jakby dzieciom współczesnym radość większą rozwalanie niż lepienie sprawiało. Jak już przyjaciółka z synem do spółki wnuka odpowiednio pouczyła i karę w postaci w domu pozostania nałożyła, żal jej się tak po godzinie dziecka zrobiło. Chłopiec czas cały przy oknie spędził, tęsknie na śnieg łypiąc.
– Sam masz zakaz, ale z babcią na pocztę pójść możesz – zlitowała się. – Zobaczysz jaki tam piękny bałwan stoi, nos nawet z marchewki ma.
Ale gdy do budynku doszli, śladu po bałwanie już nie było.
– No i gdzie jest ten bałwan? – przyjaciółka się głośno zdumiała, bo przed godziną widziała go jeszcze. Jeszcze bardziej odpowiedź przechodzącej właśnie sąsiadki ją zdumiała:
– W sklepie.
Już, już dopytać miała czy ktoś wielkie, śnieżne kule przeniósł, gdy ta dodała:
– Przed chwilą widziałam jak tam mąż pani wchodził…
Tekst i zdjęcie: Kamilla Placko-Wozińska
