Wielka ucieczka Wolfa i trudne rachunki baby


Ktoś go ukradł pewnie – babie łza w oku się zakręciła, gdy bratanek wieś całą obszedł i Wolfa nie znalazł. Po zmroku dawno już było, godzina poszukiwań minęła, a śladu po psie żadnego nie odkryli.

– Co ty, babo, kto by takie bydle wielkie kradł i niby jak, wróci na pewno – bratanek uspokajał herbatę robiąc sobie zarazem, co znakiem było, że poszukiwania zakończył.

– Łatwo go ukraść, tak pięknie nauczył się do samochodu wsiadać przecież – baba nie ustępowała i pomysł taki jeszcze miała, że Lea może drogę ucieczki kumpla wskaże. Ale bokserka tylko krok w krok za babą chodziła, grozy sytuacji nie czując wcale. Kot Rudolf, co aktywnie w wychowywaniu szczeniaka uczestniczy smutny jakiś się zdawał. On, w przeciwieństwie do behawiorystki metodę kija stosuje, skuteczną bardzo. Ona, smaczki Wolfowi daje, a Rudolf po pysku, gdy pies za bardzo szaleć zaczyna.

– Sąsiednie wsie objadę – baba bratanka poinformowała. Samochód już odpalała, gdy Wolf na tarasie się pojawił.

– W bibliotece się zamknął – bratanek wyjaśnił.

– I tak cichutko siedział? – baba się zdumiała.

– Zajęcie miał, książki polubił bardzo, dziad zachwycony nie będzie…

__________________________________________

Podoba Ci się Tydzień Baby?

INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!

__________________________________________

Na szczęście intuicję pies dobrą miał i tylko książki baby poniszczył, a ta z radości, że Wolf się odnalazł, zaraz mu je wybaczyła. Refleksja taka ją naszła, że co będzie jeśli pies kiedyś naprawdę ucieknie. Zaraz więc behawiorystkę na lekcję kolejną do domu zaprosiła.

Długo ćwiczyli powroty Wolfa, ale grzeczny był, oddalać się nie próbował. Ciemno już było, gdy behawiorystka odjeżdżała. Baba z kieszeni banknot wyjęła i grzecznie podziękowała.

Wielkie jej zdumienie było, gdy wieczorem 100 złotych w kieszeni znalazła. W nerwy popadła, że behawiorystce papierek pewnie jakiś dała, karteczkę może z przepisem na świąteczną nalewkę. Za późno było dzwonić i przepraszać, SMS-a więc wysłała. Odpowiedź uspokajająca przyszła, że widać dwie setki baba w kieszeni miała, bo co trzeba zapłaciła.

Długo baba myślała, skąd jej się stówa dodatkowa wzięła, że jakieś cudowne rozmnożenie nastąpiło, albo ktoś podrzucił, bo ona biegła raczej w rachunkach jest i „górek” nie miewa. Wątpliwości SMS kolejny rozwiał. Od fizjoterapeuty, który rano z mamą baby ćwiczył: „Dziękuję za przepis na nalewkę, ale ja nie piję…”.

Tekst: Kamilla Placko-Wozińska

Moja Harmonia Życia – czytaj najnowszy numer!

Dodaj komentarz