Na tropie jadalnych grzybów i złodzieja rowerów


Spór przed sklepem złodzieja roweru pani Heleny dotyczył. Część za przyjezdnymi optowała, co grzybów szukać przyjechali.

– Miejscowy to być musiał – kategorycznie pan Marian oświadczył. – To rower stary bardzo był, a po co taki grat miastowym?

– Raczej może ci z budowy jakiejś ukradli – pan Józiu oponował. – Tu wszyscy ten rower znają, zaraz by złodzieja złapali, a do sprzedaży się nie nadawał, chyba że na złom.

– Niedziela jest, nikt na budowach nie pracuje, a tych z Poznania sama wielu w lesie widziałam – pani Maria trop inny wskazała. I pocieszyła:  – Nie martw się Hela, moja córka dwa rowery ma i ten stary niepotrzebny jej jest, da ci go na pewno.

Pani Helena z sąsiedniej wsi do lasu na grzyby się udała. Rower pod drzewem zostawiła i okoliczne zagajniki penetrowała. Po godzinie zrezygnowała, bo niczego nie znalazła. Jak się okazało – roweru też nie.

Zdania na temat obecności grzybów podzielone są. Przyjaciółka baby jako pierwsza trzy trujące znalazła, więc dziad stwierdził, że jadalne w takim razie też być muszą. Z koszem więc się wybrał i wynik koleżanki powtórzył. Że ten kosz zapeszył, ocenił i przy drugim podejściu bez niego poszedł. Trzy prawdziwki przyniósł. Trzecia próba owocną się okazała tak bardzo, że po kosz wrócić musiał celem sów, zwanych też kaniami przyniesienia. I się baba narobiła! Smażyła, zupę gotowała, a jeszcze do suszenia wystarczyło.

– Nie tyle się tym rowerem martwię, co niegodziwością ludzką – pani Helena wyznała. – Nieważne czy z miasta czy ze wsi złodziej był. Ale jak tak kobiecie starej zrobić można!

__________________________________________

Podoba Ci się Tydzień Baby?

INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!

__________________________________________

Wszyscy przed sklepem opinię tę podzielili. Tylko pan Marian jako miejscowy dżentelmen  zaprotestował, że pani Hela to taka stara jeszcze nie jest.

Pod sklep w tym czasie grzybiarze z lasu podjeżdżali z minami zawiedzionymi bardzo, bo zbiorów nie było raczej. Dwie panie tylko cztery prawdziwki i dwa kozaki miały, ale im na podgrzybkach zależało najbardziej.

– Niczego nie znaleźliśmy, ale za to wnukom lekcję zrobiłem – starszy pan, który z dwoma nastolatkami przyjechał się pochwalił. – Las wam wysprzątaliśmy, śmieci przy wejściu do niego zostawiliśmy, ktoś na wysypisko wywieźć je musi.

– Naprawdę? Tak dużo tego? – baba się zadziwiła, bo wszyscy zamilkli, żeby na nich wywózka nie padła.

– Oj, pani, butelki, kartony, aż uwierzyć trudno co ludzie w lesie zostawiają – starszy pan odpowiedział. – Stare radio było nawet, suszarka do włosów i co najdziwniejsze rower…

Tekst: Kamilla Placko-Wozińska

Moja Harmonia Życia – czytaj najnowszy numer!

Dodaj komentarz