Wszystko dla wnuczka, a Wolf idzie do szkoły


Wolf do szkoły poszedł. Najtrudniejszy dla baby dzień pierwszy był. Szczeniak, co na smyczy chodzić przy bokserce Lei się uczył, sam za nic terenu własnego opuścić nie chciał. Szkołę, co zaraz obok się mieści baba już widziała, choć łzy w oczach ze złości miała. Żadne prośby ani groźby nie pomagały. Gdy smaczki wszystkie na lekcję przeznaczone zjadł, baba po wychowawczynię nową zadzwoniła. Jej jakoś uwierzył, że fajnie będzie i radośnie pobiegł.

A potem psem idealnym i posłusznym bardzo się okazał. Udawał w każdym razie takiego. Jak mu się zabawy znudziły, w baseniku usiadł, ale na hasło zaraz grzecznie przyszedł. Teraz razem z bokserką Leą do szkoły chodzi, żeby nauczył się jak młodszym, a za chwilę większym bratem być.

– Prawie jak z dzieckiem – sąsiadka baby oceniła. – Mój wnuk też pierwszego dnia do szkoły iść nie chciał. Zawiozłam go, ogródek przyszkolny obejrzeć poszłam, a jak do samochodu wróciłam, stał już przy nim. No i przekonał mnie do wagarów wspólnych. Te babcie już takie są…

Oj, są, zgodziła się baba i zaraz na myśl przyjaciółka jej przyszła, co wegetarianką jest, myśliwych i wędkarzy nie znosi, ale od wizyty u baby egzaminem się wywinęła.

– Wy lekarze to całe życie uczyć się musicie – baba zrozumienie okazała.

– Nie, to egzamin na kartę wędkarską jest – po tej odpowiedzi baba w zdumienie popadła, ale przyjaciółka zaraz dodała: – Wnuczek łowić ryby chce…

Tak sobie baba z przyjaciółką inną, co też babcią nie jest o tej miłości babcinej rozmawiały, gdy syn tej drugiej zadzwonił kłam stwierdzeniom tym zadając.

__________________________________________

Podoba Ci się Tydzień Baby?

INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!

__________________________________________

– Mamo, babcia zwariowała chyba, od łobuzów i nierobów mnie wyzwała, a ja tylko samochód pożyczyć chciałem – pożalił się i pokrótce rozmowę streścił.

Gdy, jak to często wcześniej robił, z prośbą o wóz zadzwonił, babcia ze złością stwierdziła:

– I może jeszcze kluczyki w garażu zostawić mam, żebyś odwiedzać mnie nie musiał.

– Jak babci tak wygodniej, to może być – zdziwiony wnuk odparł, bo co jak co, ale on akurat babcię często odwiedza, nie tylko, gdy interes ma.

– No i wtedy właśnie od łobuzów i nierobów mnie wyzwała, a ja przecież okna pomyłem jej wszystkie – syn opowieść zakończył.

Przyjaciółka zaniepokoiła się bardzo, bo babcia wnuka dotąd uwielbiała i przy każdej okazji chwaliła. Baba uspokajała, że zły dzień może tylko ma. Zaraz jednak komórka przyjaciółki zadzwoniła.

– Muszę ci to natychmiast opowiedzieć – zdenerwowana matka rozpoczęła. – O tym jak nabrać „na wnuczka” się nie dałam…

Tekst: Kamilla Placko-Wozińska

Moja Harmonia Życia – czytaj najnowszy numer!

Dodaj komentarz