Tydzień Baby: Wiosenne roboty i wiejska życzliwość


– Cudownie jest na wsi – przyjaciółka co w Poznaniu mieszka, a w stolicy pracuje telefoniczną relację z pierwszego dnia pobytu u cioci babie zdała. – Marchewkę siałam, albo sadziłam może. A ludzie jacy tu życzliwi!

– Siałaś – baba poprawiła. – A ludzie to życzliwi są albo i nie, bez względu na to gdzie mieszkają. To kwestia ich natury jest.

– Mylisz się – odpowiedź padła. – Nigdzie tak nie było. Tu wszyscy uśmiechają się do mnie, pytają czy mi się podoba, a jak zakupy w sklepie robiłam, to dwóch chłopców torbę do samochodu nieść mi chciało, chociaż ciężka nie była wcale.

Trochę się baba tym serdecznym przyjęciem zadziwiła, ale czasu specjalnie na myślenie o koleżance, co tydzień urlopu na wsi spędza nie miała. Za swoje gospodarstwo brać się musiała. Co prawda i do niej przyjaciółka celem pomocy na weekend przyjechała, ale krótko była bardzo i ogrodu nie zobaczyła nawet. Nóżka jej się na schodach omckła i więzadła naderwała. Teraz biedna z nogą wyżej z okładami zimnymi leży i do pracy zwykłej nawet pójść nie może, że o rolniczej baba nie wspomni.


INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!


A u baby tymczasem plony pierwsze już są w postaci szpinaku, który w folii wyrósł i przerabiany teraz na mrożonki jest. Z nim problemu większego baba nie ma, bo sam sobie tam rośnie. Gorzej z karmieniem kurek jest. Przeczytała baba w „Wieściach Rolniczych”, że zielone też im dawać trzeba. Ucieszyła się nawet, bo długa lista tego co rwać im można była. Zaraz refleksja ją jednak naszła, że niewiele jej to daje, bo z tego co wymienione było pokrzywy tylko znała. Poparzyła się przy okazji bardzo, bo na wypadek wszelki każdą organoleptycznie czyli przez dotyk sprawdzała czy to aby na pewno pokrzywa jest i czy kur nie potruje przez przypadek.

Wieczorem to baba do wniosku doszła, że celem wzbogacenia kurzego menu na nowoczesność postawić musi. Ciocia przyjaciółki też kury ma i zielonym na pewno je karmi. To baba koleżankę o przysłanie zdjęć krwawnika, mniszka czy piołunu poprosi. Ranka doczekać nie mogła, tak ją myśl cieszyła jaką to radość kurom sprawi.

Dnia następnego do przyjaciółki zadzwoniła.

– I co, nadal taka cudowna ta wieś, a ludzie niespotykanie życzliwi? – grzecznie zagaiła i że jakby mniej usłyszała. Koleżankę mięśnie wszystkie po pracach ogrodowych bolały, a i w sklepie mniej miło było.

– Pani nie w szkole? – ekspedientka jakby się zdumiała.

– No nie, dawno już szkoły wszystkie pokończyłam – zaskoczona przyjaciółka odparła.

Na te słowa miny dwóch klientów i sprzedawczyni jakby życzliwość potraciły. Ta ostatnia celem upewnienia się spytała jeszcze:

– Czyli nie jest pani tym zastępstwem za matematyczkę?…

Tekst i zdjęcie: Kamilla Placko-Wozińska

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Dodaj komentarz