Tydzień Baby: W cieniu katedry. Na plaży najlepiej


Ani się baba spostrzegła, a tu półmetek wakacji w Apulii minął. Nie zliczy baba kościołów, których dziad zwiedzanie zorganizował, ale zadowoloną bardzo z wyjazdu jest. I nauki cenne pobiera. Na ten przykład co by w imię godzenia interesów całej, dwuosobowej grupy nie mówić nigdy, że na ten przykład zwiedzanie do lunchu, a potem plaża. Raz program taki zarządziła, a dziad zgodził się skwapliwie. Tyle, że potem obiad bliżej kolacji raczej był, a plaży wcale.

Dużo czasu baba w cieniu katedr różnych spędza. Gdy już wszystko poogląda, kościół trzy razy okrąży, dziad dopiero na początku jest. Każdy detal obejrzeć musi, każdy portal obfotografować, że o rzygaczach baba nie wspomni. No to ona przysiada na ławeczce i życie prawdziwe ogląda. A przechodnie babę oglądają w zamian.


INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!


Uśmiechają się tak, że na początku to myślała nawet, że dziwnie wygląda może, że brudna na twarzy jest, albo co. Ale nie, ci Włosi tak już jakoś mają, zagadują skąd baba przyjechała i jak jej się podoba. Refleksja taka ją naszła, że to może wskutek słońca, co im tak trzysta dni w roku świeci, nastrój taki dobry mają.

Moletta
Moletta

Dziad też w nastroju dobrym katedry opuszcza i pytania trudne zadaje. Co się babie najbardziej podobało?

– Figura świętego Jerzego – raz baba odparła, podstęp czując, że dziad ją sprawdza.

– Ale tam nie było jej wcale! – dziad zaprotestował. I na jego wyszło, bo święty Teodor to był. Też na koniu, też z mieczem, a i smok się znalazł…

Jedna katedra spodobała się babie szczególnie, w Moletcie. Obok niej plaża była bowiem, co interesy grupy całej pogodzić mogła.

– Dziadzie, tę katedrę to ty do wieczora nawet zwiedzać możesz – radośnie obwieściła za miejscem do opalania się rozglądając, takim co by blisko wody było.

– Nie mogę – dziad ze smutkiem odparł. – Do Bisceglie jechać musimy, bo tam nam katedrę zamkną…

Trani
Trani

W Trani się babie też bardzo podobało. Katedra nad morzem samym stoi, a obok zamek. Dużo tam po krętych, wąskich uliczkach pochodzili. Że spacer miły to jest, dziad podkreślał, a tak naprawdę nie spacerował wcale tylko kościoła templariuszy szukał. Po drodze zaś kilka innych się trafiło, romańskie, gotyckie, do wyboru.

Baba cierpliwość pomału tracić zaczęła, bo owoce morza obiecane na kolację miała. Ale w końcu i kościół znaleźli, i z uliczek staromiejskich na port urokliwy z knajpkami licznymi wyszli. Jedna szczególnie jej w oko wpadła. Kury przy niej spacerowały. Takie same jak baby, więc się wzruszyła i pierwsze kroki w stronę restauracji wykonała.

– No to babo, teraz coś dla równowagi – dziad poinformował, a ona już, już radość okazywać miała gdy myśl dokończył: – Tam z drugiej strony zatoczki kościoły barokowe są…

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Dodaj komentarz