Tydzień Baby: Te dobre i mniej dobre skutki upałów


Widok jak z obrazka bajkowego był. Mała sarenka tak blisko stała, że dziad i baba widzieli dobrze jak się apetycznie oblizywała.

– Ojej! – baba się wzruszyła.

– Do diabła! – dziad wzruszenia żadnego nie okazał, a złość jedynie.

Sarenka owa na brzegu ogrodu bowiem stała. A dokładnie w miejscu, w którym dziad dnia poprzedniego preparat specjalny wysypał, co sarny i dziki odstraszać miał i za którego dwa opakowania 120 złotych zapłacił.


INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!


– Żadnych cudownych preparatów już nie kupię, oszustwo jakieś to jest – dziad nadal się złościł. – Z bobrami to samo było. Jak drzewko wysmarowałem, w nocy całe ścięły.

– To tylko taka mała sarenka jest, nie rozumie może, że przestraszyć się powinna – baba z nadzieją się odezwała. – Duże może nie przyjdą…

Ale przyszły i szybko z ulubionym groszkiem dziada się uporały. Tylko w weekend odpuściły, widać upał i im we znaki się dał. Jak i pozostałym stworom. Kury kurnika opuścić nie chciały, a psy i koty domu, przy ścianach chłodnych kładły się najchętniej.

Dziad z bratankiem natomiast wolne dni w piwnicy zimnej spędzili. Instalacje naprawiali, rury zmieniali. Z kłopotami, bo najpierw rury nie pasowały, a potem te właściwe ciekły. No, ale w niedzielne popołudnie sukces mieli. Tyle, że w upał największy dziad kominek rozpalić musiał, celem sprawdzenia czy wszystko działa odpowiednio.

– Dziad nie odbiera – przyjaciel do baby zadzwonił.

– Zaraz ci go podam, kominek rozpala właśnie – baba poinformowała.

– Co robi? – kolega po chwili dłuższej przemówił, a gdy baba powtórzyła, dodał: – Całkiem oszalał…

Upał jednak i swoje dobre strony miał. Zaskrońce wygrzewające się oglądać można było. Trzy w starym pniu przy stawie zamieszkały. Nigdzie baba doczytać nie mogła czy one tak w trójkącie żyją, czy też może dorosły osobnik rodziców opuścić nie chce, chociaż ponoć od wyklucia samodzielny jest. Ale wiadomo, z dziećmi różnie bywa.

Dziad niespodziankę wnuczkowi sąsiadki zrobił, co na kawę do baby wpadła. Pień mu pokazał, na którym zaskroniec spory wylegiwał się właśnie w najlepsze. Malec ponoć aż zaniemówił z wrażenia, a potem z wypiekami do pokoju wpadł.

– Babciu, babciu, a ciocia węża ma! – rozmowę przerwał.

– No, wiesz – sąsiadka rumieńcem się oblała. – Niczego takiego nie mówiłam. Co najwyżej, że ciocia oszczędną jest…

Tekst i zdjęcie: Kamilla Placko-Wozińska

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Dodaj komentarz