Tydzień Baby – Lekcja przyrody


– To naprawdę szpinak jest? Jak to zrobiłaś? Ile paczek rozmrozić musiałaś? – ośmiolatek, co z babcią z wizytą do baby przyjechał zdumiał się na widok trzech koszy, wypełnionych zielonymi liśćmi.

No to lekcję pierwszą miał, że stan zamrożenia nie jest naturalnym stanem występowania szpinaku w przyrodzie. Ale przyznać trzeba, że z zainteresowaniem słuchał, choć niedowierzająco przez chwilę dłuższą głową kręcił.

Baba też zdumienie swoje związane ze szpinakiem miała. Że z tych trzech koszy to dwa woreczki raptem do mrożenia jej wyszły. Nie licząc obiadu, a zwłaszcza dwóch dziada dokładek.

Wizyta przyjaciółki dużo radości babie sprawiła. Znakiem takim była, że jakieś życie normalne się zaczyna, że ludzie spotykać w realu się już będą, że na wakacje pojechać się da. Blisko rok się nie widziały. A spotkanie ostatnie, co też lekcją życia wiejskiego dla wnuczka być miało, bolesnym bardzo dla baby się okazało. Chłopiec konia pogłaskał, i kurę też, z psami i kotami się pobawił. Tak mu się podobało, że podziękować przyszedł z bukietem pięknych, ukwieconych gałązek. Babcia aż pokraśniała z dumy, a baba pobladła, bo to gałązki brzoskwini były, co pierwszy raz owocować miała. Pocieszała się potem, że dziecko nauczyło się czegoś przynajmniej, że z tych kwiatów to owoce są.

– Nie wyobrażasz sobie nawet, jak Maciuś przez ten rok spoważniał! A ile zainteresowań ma. Dzięki tobie trochę tak przyrodą się interesuje, a ja go gotować nauczyłam. Może master chefem będzie kiedyś? – babcia się rozmarzyła, ale zaraz dodała, że raczej pewnie ornitologiem, bo ptaki lubi bardzo, stale w Internecie je ogląda.

No to baba atrakcję wyjątkową do pokazania miała. Codziennie, późnym popołudniem za jej ogródkiem bażant piękny się przechadza samotnie, bo bażancica pewnie w pobliskich krzakach gniazdo ma.

– Chodźcie ze mną do ogródka, coś fajnego pokażę – baba spacerowiczów w stronę bażanta skierować zamierzała.

– Ta ja was zaraz dogonię – Maciuś w kwitnącą magnolię się zapatrzył. – Bo te kwiaty to dla mamy  zerwać mogę chyba – bardziej stwierdził niż zapytał.

– Nie! – babcia i baba zaprotestowały równocześnie.

– Arbuzy z nich wyrosną? – rozczarowany malec się zdumiał. Ale jak bażanta zobaczył, zaraz o rozczarowaniu zapomniał.

– Jaki piękny – westchnął tylko.

A baba przygotowaną do lekcji była, bo jak już z bażantem zaprzyjaźniła się prawie, to i poczytała o nim.

– Bażant tak sam tu chodzi, bo bażancica na jajach już siedzi – chłopcu i przyjaciółce wyjaśniła. – Jest ich około dwunastu, a czasami nawet osiemnaście. Wyobrażacie sobie tyle ślicznych piskląt?

Bażant

Maciuś nie odpowiedział, bo w telefon już zerkał.

– Grasz w coś? – babcia się zaniepokoiła.

– Nie, o bażantach czytam – chłopiec odpowiedział.

– To posłuchaj lepiej, ciocia ci właśnie o nich opowiada – przyjaciółka lekko wnuka skarciła, ale na babę łypnęła, czy aby na pewno słyszy, jak to mały miłośnik ptaków się rozwija.

– No tak, ale ciocia nie mówi jak się je piecze…

Tekst: Kamilla Placko-Wozińska
Zdjęcie bażanta: pixabay.com
Zdjęcia pozostałe: archiwum Baby

Dodaj komentarz