Tydzień Baby: Jesień zagląda w oczy i myszy też


Babo, ty całkiem oszalałaś, przecież ona do piwnicy naszej wróci – dziad nie docenił zaangażowania baby w walkę z kotem Marcelem. Walka ta na śmierć i życie była. Myszy. Po wielu trudach przez babę wygrana.

Zadowolona jedną ręką pot z czoła ścierała, drugą obrażonego Marcela trzymała mocno, żeby myszka mała na bezpieczną odległość uciec mogła. A dziad, zamiast pomagać, narzekał jedynie.

– Koty na wsi są po to właśnie, żeby myszy łapać, a nie dla ozdoby – marudził. I z wizją baby, że koty do zabawy są i po to, żeby sama ich obecność myszy odstraszała nie zgadzał się wcale. Że myszy takie mądre nie są.

A jak na spacer do ogrodu się udali i baba w smutek popadła, że po kwiatach jesień nadchodzącą już widać, nie pocieszył jej wcale.

– Teraz to dopiero będzie się działo – dziwnie się przy winogronach odezwał.

– W sensie że co? – baba z nadzieją lekką spytała. – Wino robić może zamierzasz?

– Nie, ale zobaczysz jak myszy z pół do piwnic wiać będą…


INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!


Babę to tylko przyjaciółki rozumieją, co też z miasta na wieś uciekły. Jedna sposób humanitarny na pozbycie się myszy, co noc całą pod łóżkiem hałasuje znalazła. Żywołapkę nabyła. Pułapka to taka, że jak gryzoń w nią wejdzie, klapka się zamknie, ale krzywdy mu nie zrobi. Całą i zdrową myszkę można potem gdzieś na wolność wypuścić. Bardzo baba ciekawa była efektu takiego bezkrwawego polowania.

– Ani razu nie użyłam, sumienia nie miałam – przyjaciółka wyznała. Wieczorem gdy żywołapkę pod łóżko włożyć chciała, myśl taka do głowy jej przyszła, że jak taka myszka się złapie, to biedna wiele godzin w zamknięciu, ciemności i samotności spędzi, do rana więc zastawianie pułapki odłożyła. Ale dnia następnego też się sumienie odezwało. Że nie w ciemności co prawda, ale na wiele godzin zamknięcia stworzonko naraża i to bez wody w dodatku.

– Może są jakieś żywołapki z alarmami?– baba pomysł podsunęła. – A jak nie, to może produkcję taką zaczniemy.

– Kto by tu na wsi coś takiego kupił? Oni wrażliwości takiej nie mają – koleżanka oceniła. I myliła się bardzo.

Baba w sklepie sąsiadkę z pudełkiem do przewożenia kotów spotkała, tyle, że w środku kura siedziała.

– Od weterynarza wracam – kobieta wyjaśniła. – Słaba coś ta kura, mąż rano zabić już ją chciał, ale coś mnie tknęło i pojechałam.

– Wspaniale! – baba z uznaniem rzekła i radość na nią spłynęła, że na wsi ludzie też serce dla zwierząt mają. – I co, kurka wyżyje?

– Że co? – sąsiadkę pytanie jakby zaskoczyło. – Zaraz na pieniek pójdzie. Spytać tylko byłam czy to zaraza jakaś nie jest i czy wszystkich kur wybić nie muszę…

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Tekst i zdjęcia: Kamilla Placko-Wozińska

Dodaj komentarz