Tydzień Baby: Niepewny los kur i radość z podlewania


Smutno było, to prawda. Łzę niejedną baba uroniła gdy jastrzębie i lisy kury jej zabierały. Radość więc wielką poczuła, gdy bratanek kurnik z prawdziwego zdarzenia jej wybudował, z wybiegiem całym siatką osłoniętym. Teraz jednak refleksja niewesoła ją naszła – co dalej z kurami jak już jajka nieść na ten przykład przestaną?

– Jak to co, zabijemy je – bratanek kategorycznie oświadczył, a baba kategorycznie odmówiła.

– Sam mogę to zrobić, widziałem kiedyś, kurę na pieniek, siekierę i… – plan ten baby stanowczy protest przerwał, że przecież takiej własnej kury nikt by nie zjadł chyba.

– Pewnie, że zjem, to ty babo z nimi gadasz jedynie, to żal ci będzie – bratanek wersje barbarzyńskie snuł.

– To chyba, że surowe zjesz, bo ja ich na pewno gotować nie będę – baba oświadczyła, a na opinię dziada, że histeryzuje, odparła, że dla niej to by było jakby Leę, ukochanego psa dziada przyrządzać miała.

Różne pomysły co do losu kur padały.  Że do lasu wypuścić je będzie można, albo na emeryturę do kurnika starego przenieść, tego w którym kiedyś wyginęły wszystkie. Albo z sąsiadką się zamienić, tych jej kur to nikt nie zna przecież, to i z apetytem zje…

Baba w rodzinie jedną aktywną bardzo miłośniczkę zwierząt ma. Taką, co inspektorką jest i na interwencje jeździ, celem odbierania stworów, tym, którzy w nieludzkich warunkach je trzymają. Zagaiła więc baba czy jakby kiedyś te kury tak trochę zaniedbała, to może odebrać by jej je można było…

– Kur nie odbierałam jeszcze – dziewczyna wyznała. – Ale nawet gdyby, to przecież domów dla nich byśmy raczej nie szukali. Nawet tymczasowych…


INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!


Nadal więc baba nie wie, co z kurami dalej będzie, ale że nic dobrego czuje. W oczy więc już im patrzeć nie może, a w upale największym nawet smaczne zielone zbiera. Najlepsze wybiera.

Wskutek upałów baba obowiązków dużo ma. Ogród podlewać codziennie musi i to porządnie bardzo. Ale efekty ma, oprócz tego, co jej sarny zjadają (w marchewce gustują ostatnio). Bób pięknie jej kwitnie, a cukinie pierwsze już na obiady serwuje. Od przyjaciółki nauczyła się, że cukinię taką w paski pokroić można, jak fasolkę ugotować i z bułką tartą podawać. Dziadowi smakuje bardzo, a i teściowej też.

Przyjaciółka to lepiej od baby ma, bo ogrodu podlewać nie musi. Wraz z wakacji początkiem syn jej oświadczył, że jego robota to teraz będzie. Dwa dni się koleżanka cieszyła, a trzeciego niedopałki dwa przy ławeczce znalazła.

– Palisz! Pety znalazłam – szesnastolatka zaatakowała, a ów zaparł się, że to niemożliwe jest, że ojciec zostawić je musiał.

– Papierosy od ciebie czuję, a ojciec porządny bardzo jest i niedopałków w ogrodzie nie rzuca – matka nie ustępowała.

– Moje to na pewno nie są – syn zaciekle się bronił, a gdy argumentów mu zabrakło wyznał: – Swoje to do puszki po piwie rzucam…

Tekst i zdjęcie: Kamilla Placko-Wozińska

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Dodaj komentarz