Tydzień Baby: Jesienne awarie i językowe problemy


Gdzieś na pewno jest i to sporo – baba w poszukiwania drutu się włączyła. – Sprzątałam w piwnicy i na pewno go widziałam.

– Tak sprzątałaś, że nic teraz znaleźć nie można – dziad niegrzecznie się odezwał. Przesadził, bo coś tam pewnie by się znalazło, ale drut przepadł chyba bezpowrotnie, a potrzebnym bardzo był bratankowi, co za ocieplanie kurnika się wziął.

No to baba do sklepu metalowego szybko się udała.

– Nie ma – usłyszała zanim jeszcze wyjaśnić zdążyła o jaki drut jej chodzi. – Żadnego drutu nie ma, kable jedynie mamy.

Na zdziwienie baby, że kable to jej potrzebne wcale nie są, sprzedawca głową z politowaniem pokiwał:

– Kupi pani kabel, nożem osłonkę zdejmie i już drut będzie…

Bratanek nie czekał z założonymi rękoma aż drut się znajdzie, czas na jesienne prace polowe wykorzystać chciał. Nie trwały one zbyt długo, bo traktor na gwóźdź najechał i panę złapał.

Że dzień to pechowy taki jest, baba oceniła, że wszystko ginie, albo się psuje. Jakby na dowód słów tych, Katia z Ukrainy z miną smutną przyszła:

– Parasolki się zepsuły…

– Nie martw się, dobre też na pewno są jeszcze – baba pocieszyła, bo szybko w głowie policzyła, że parasoli w domu z siedem jest chyba.

– Wszystkie się zepsuły – Katia jeszcze smutniej oświadczyła.

Dłuższą chwilę trwało zanim baba zrozumiała, że o grzyby chodzi, kanie co to blisko domu rosły i baba czekała aż większe będą.

Nieporozumienie językowe poważniejsze znacznie u kolegi baby w firmie zaszło, gdzie od niedawna informatyczka z Ukrainy pracuje. Rano na stole programistka kartkę znalazła: „Złamałam waszą piersiówkę. Przepraszam.”


INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!


– Może o to się rozchodzi, że coś wychlała? – kolega jeden pomysł rzucił. – Miał ktoś piersiówkę jakąś albo alkohol inny?

– Sprawa poważniejsza jest chyba – programistka się zafrasowała. – Pisze, że złamała, a co się łamie? Kody, hasła… Tu o szpiegostwo przemysłowe chodzić może. A Nadii jeszcze w pracy nie ma…

Na szczęści chwilę później dziewczyna się pojawiła. Że tłumacz w Internecie tak jej napisał, wyjaśniła, a przeprosić chciała, bo dzbanek w ekspresie do kawy stłukła.

Żadnych językowych problemów baba z siedmioletnim Igorem z Zaporoża nie miała. Chłopiec, co z mamą z wizytą przyjechał bardzo ładnie już po polsku mówi.

– Ale masz stary dom! – z zachwytem stwierdził. – Ze sto lat ma chyba – na moment się zamyślił i spytał: – Widziałaś jak go budowali?

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Tekst i zdjęcia: Kamilla Placko-Wozińska

Dodaj komentarz