Tydzień baby – Pierwszy kozak. I truskawka też


– Jak czerwony to wiadomo, że muchomor – dziecko burknęło, gdy na podziemnym parkingu galerii, co kino w niej jest samochodu szukali. Prawie zięć też na babę burknął, gdy zaproponowała, że może tak kogoś o sektor muchomorka zapytać:

– Ale tu nikogo nie ma przecież…

Jak się tak baba rozejrzała, to rację przyznać mu musiała, bo nawet samochodów widać specjalnie nie było. Północ dochodziła prawie, gdyż seans o 21.10 wybrali, gdy wóz się odnalazł.

No, ale przyznać trzeba, że taka wizyta dziecka i prawie zięcia odmroziła babę całkowicie. Owi złaknieni kultury świeżo odmrożonej byli, to i w trzy dni baba kino, teatr i wystawę zaliczyła. A i ruchu więcej miała, bo teatr ów na czwartym piętrze się mieścił. Wskutek obostrzeń, w odstępach wchodzić należało i w tempie odpowiednim, co by ci z tyłu nie dogonili.

Cieszyła się baba jednak, że kondycji nabiera, bo przyjaciółka przyjazd swój na weekend bardzo długi zapowiedziała. Aktywny bardzo, bo kije w planach miały, wędrówkę wokół jeziora i rowerową wyprawę też.

Nie wszystko zrealizować się udało, bo jak tylko do jeziora dotarły, przyjaciółka kozaka znalazła. Kije więc odrzuciły i gąszcz penetrować zaczęły, celem zebrania większej ilości grzybów. Ale żadnego już nie znalazły.

– Wracajmy – po dwóch godzinach przyjaciółka się poddała. – I tak królową grzybobrania zostałam.

Przełknęła baba tę gorzką pigułkę tylko dlatego, że koleżanka ogrodem jej zainteresowanie wykazała. A tam jakby na zamówienie truskawka pierwsza czerwona się pojawiła.

INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!

– To ja ją zjem może – przyjaciółka pomysł rzuciła, a baba zaprotestowała, że poczekać trzeba jeszcze aż zaczerwieni się bardziej.

– Całkiem dobra już jest – łapczywy wzrok koleżanki na owoc padł. Baba jednak stanowczo odmówiła, bo pomysł taki miała, że pierwsza w jej życiu, własnoręcznie wyhodowana truskawka, to tak uroczyściej zjedzona być powinna, no i że wszyscy domownicy zobaczyć ją muszą.

– Lepiej jak słoneczka jeszcze trochę dostanie, wieczorem ją zerwę – zdecydowała. I zaraz temat zmieniła: – A teraz ptaszki małe ci pokażę, pod dachem tarasu gniazdo mają…

Poskutkowało, ptaszki też bardzo przyjaciółkę zainteresowały, choć oprócz dolatujących rodziców, dzióbki tylko piskląt widać było. Zaraz, podobnie jak i dziad, w Internecie szukać zaczęła, co to za gatunek.

– Wychodzi mi, że to kopciuszek zwyczajny jest. I wielkość pasuje i te rude barwy pod ogonkiem – zdecydowanie oceniła.

– Nie całkiem, one chętnie w skalnych szczelinach gniazda budują – dziad z powątpiewaniem z komórki przeczytał.

– No tak, wszystko się zgadza – przyjaciółka radośnie się odezwała. – Dalej jest napisane, że często wybierają też rudery…

Kopciuszek zwyczajny (zdjęcie: pixabay.com)

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Tekst: Kamilla Placko-Wozińska
Zdjęcie główne: pixabay.com

Dodaj komentarz