Spiritual coach to terapeuta pracujący z emocjami


Spiritual coach to terapeuta pracujący z emocjami, podobnie jak psycholog i zadający pytania jak coach, który ma ponadto wgląd w to, co wydarzyło się w obecnym życiu danej osoby, a także w jej poprzednich wcieleniach. Często są to zdarzenia blokujące energię i zaburzające funkcjonowanie zarówno na poziomie fizycznym, jak i psychicznym. Z Eamonem Mc Grenaghanem, spiritual coachem rozmawiają Daria Olzacka i Ania Harasimowicz.

Jesteś z wykształcenia informatykiem z 30-letnim doświadczeniem w tym zawodzie, a teraz łączysz się „ze źródłem” i pracujesz z energią. Jak doszło do tak diametralnej zmiany?

Można powiedzieć, że życie samo napisało scenariusz, który zapoczątkował moją nową drogę zawodową. Kilka lat temu bliska mi osoba zapadła na chorobę – wg konwencjonalnej medycyny nieuleczalną. Nie przyjąłem tego do wiadomości i zacząłem szukać rozwiązania, niestety bez skutku. Byłem aprawdę zdesperowany i traciłem wiarę w znalezienie jakiegokolwiek remedium, gdy wszechświat, czy też Stwórca otworzył przede mną kolejne drzwi – zaskakująco w postaci szkolenia dla menedżerów. To właśnie ono okazało się punktem zwrotnym w mojej karierze, a dokładniej rzecz ujmując, była nim Margaret, którą tam poznałem. Drobna, skromna kobieta o wielkiej mocy!

Postanowiłem poprosić ją o pomoc, gdy dowiedziałem się o jej darze uzdrawiania. Zapytałem, czy zechciałaby się pomodlić za kogoś, kto bardzo tego potrzebuje. Uśmiechnęła się i chwyciła mnie za dłonie. Poczułem się jak w objęciach Stwórcy, podłączony niewidzialnym kablem do „źródła”.

Czytaj również: Efekt reflektora. Przestań przejmować się tym, co myślą inni

Spojrzałem w górę i zobaczyłem niesamowicie jasne, wręcz oślepiające światło, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Byłem zupełnie zdezorientowany, a nawet przerażony. Margaret nadal się uśmiechała: „Nie bój się. To jest boska energia”. Poczułem, jak otworzyło się moje serce. Było to tak piękne uczucie, że chciałem, aby trwało w nieskończoność. Kilka minut później wróciłem do rzeczywistości. „Połóż ręce tam, gdzie jest ból, a wszystko będzie dobrze”, powiedziała Margaret na zakończenie naszego spotkania.

Traf chciał, że po powrocie ze szkolenia mój syn akurat grał w piłkę i doznał niewielkiej kontuzji kolana. Postanowiłem więc sprawdzić, czy rzeczywiście moje ręce „leczą”. Położyłem je na jego nodze i powiedziałem, że chciałbym wypróbować coś, co widziałem na YouTube. Po 20 sekundach ku zdziwieniu nastolatka ból zniknął! Wtedy wiedziałem, że coś się zmieniło.

Czułem się przepełniony energią, zupełnie inaczej niż wcześniej. Kilka dni później spotkałem się ze wspomnianą wcześniej bliską mi osobą, która wtedy przebywała w szpitalu. Po kilku dniach wróciła do domu, a większość symptomów jej rzekomo nieuleczalnej choroby zniknęła.

To niesamowita historia – co stało się później?

Po tych wszystkich zdarzeniach zacząłem się zastanawiać, czy właśnie to jest moim powołaniem, czy chcę zmieniać zawód w wieku 50 lat i zaczynać wszystko od nowa. Oczywiście nadal pracowałem jako informatyk i podróżowałem służbowo po Europie, gdy życie ponownie mnie zaskoczyło.

Byłem na kolejnym szkoleniu, tym razem w Wielkiej Brytanii. Jadłem akurat kolację ze znajomymi w hotelowej restauracji, gdy zauważyłem bardzo atrakcyjną, elegancko ubraną kobietę z długimi rudymi włosami. Szła w moim kierunku podpierając się laską, choć miała zaledwie około 40 lat. W miarę jak się do mnie zbliżała poczułem bardzo silne, bijące od niej ciepło.

Było na tyle intensywne, że zacząłem się od niej oddalać, aż dotarłem do najbliższej ściany. Podeszła prosto do mnie wyciągając dłoń na powitanie: „Cześć, mam na imię Jane, a Ty jesteś uzdrowicielem. Zostałeś dotknięty światłem i otrzymałeś dar”. Byłem tak zaskoczony, że w pierwszej chwili zaniemówiłem, jednak po chwili zapytałem ją, skąd o tym wie i jak mnie znalazła. „Przysłano mnie tutaj, żeby przekazać Ci tę wiadomość” powiedziała i zniknęła tak szybko jak się pojawiła.

To tylko fragment artykułu… Cały znajdziesz w wydaniu:

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Zdjęcie: Daria Olzacka

Dodaj komentarz