Efekt reflektora. Przestań przejmować się tym, co myślą inni


Czym jest efekt reflektora? Przeceniamy znaczenie, jakie naszemu zachowaniu przypisują inni. A to, w najlepszym razie, prowadzi do niepewności w kontaktach z drugim człowiekiem, w najgorszym: rujnuje życie.


Tekst: Piotr Michoń
Zdjęcie: pixabay.com

Byłem początkującym nastolatkiem, gdy fantastyczna dziewczyna, w białych podkolanówkach, wzgardziła moim uczuciem. A że duszę mam wrażliwą, przeżyłem to strasznie. Zważywszy na wiek nie mogłem jednak cierpieć szlachetnie jak Marek Hłasko na zdjęciach. Nie mogłem się też pozersko upić i żalić się barmanowi. Rzucanie się z mostu nie wchodziło w grę, bo w mieście, w którym mieszkałem, nie było rzeki, a przy tym w styczniu woda zimna (moda na morsowanie dopiero miała nadejść). Pod pociąg bym się rzucił, ale się spóźniają.

Ujście dla gromadzonych przez wiele tygodni namiętności znalazłem w twórczości. W tamtym okresie mojego życia powstały moje wiersze. Wszystkie osiem. Wyobrażam sobie, że w przyszłości nieobszerny tomik dzieł zebranych trafi, jako dodatek do happy meala, zamiast plastikowej figurki jakiegoś ninja. A znajdzie się tam moje największe dzieło: „Cierń róży”. To dzięki niemu, dziś, jeżeli tylko mam ochotę, w notce biograficznej mogę, obok „profesor ekonomii”, wpisać „poeta”.

Gdy kiedyś na lekcjach polskiego uczniowie będą go interpretować, w rubryce „geneza” pojawi się „powodem powstania wiersza był zawód miłosny autora”. O innych okolicznościach nauczyciele będą milczeć. A historia jest tragiczna. Zdarzyło się bowiem, że wiersz wpadł w łapy przerośniętego tumana, który nie tylko go przeczytał, ale też z udawaną emfazą recytował przed innymi na szkolnej dyskotece. Nie zapominał przy tym o moich prawach autorskich. To co nastąpiło potem, to nie była zwykła towarzyska porażka, jak plama po keczupie.

Efekt reflektora

Zawód miłosny i zamknięcie w dyby, dla uciechy gawiedzi No dobrze, trochę przedramatyzowałem, ale, jeżeli to mnie w jakiś sposób tłumaczy, zrobiłem to w dobrym celu. Chcę zwrócić Waszą uwagę na rolę, jaką przypisujemy temu, co inni o nas myślą. A w szczególności skupię się na tzw. efekcie reflektora – naszej skłonności do tego, by uważać, iż popełniając faux pas, jesteśmy w centrum uwagi innych.

Nazwa tego efektu nawiązuje do snopu światła, który oświetla wykonawcę na całkowicie zaciemnionej scenie. Każdemu to się może zdarzyć. Nie mam tu na myśli występów scenicznych, ale doświadczenie przekonania, że wszyscy nam się przyglądają. Rzeczywistość okazuje się być znacznie bardziej wyrozumiała: inni zwykle nie zwracają na nas uwagi tak bardzo, jak nam się wydaje. I nieważne, czy robimy coś głupiego, niewłaściwego, czy też zachowujemy się wzorowo.

To tylko fragment artykułu… Cały znajdziesz w wydaniu:

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Dodaj komentarz