Świątecznie jakby, ale tylko trochę


Placek z makiem z piekarnika wyjęty właśnie pachnie, choinka i gałązki też. Świątecznie się jakby zrobiło, ale trochę tylko, bo baba nerwy jeszcze ma, czy aby wszystko zrobić zdąży i czy o niczym nie zapomni. A pociecha nastrój ten pogłębia jeszcze, godziny do wigilii odliczając.

Ale i ona nerwy swoje miała. Pomysł jej z obłożeniem pierników korzeniami i przyprawami sprawdził się znakomicie. Teściowa, która na święta już zjechała, nie tylko braku przypraw, co to ich baba dodać zapomniała, w piernikach nie wyczuła, ale że znakomite są oceniła.

– Twoje pierniczki też bardzo smaczne – do pociechy się zwróciła. – Tylko przyprawy korzennej dać więcej mogłaś…

Minę dziecko taką miało, że już, już baba myślała, że wydać ją zamierza, ale nie, powstrzymało się jakoś.

Najszybciej nastrój świąteczny, zwierzakom u baby się udzielił. Koty jak nie pod choinką, to pod dekoracjami przesiadują, a Wolf kawał jodły w róg tarasu wyciągnął i tam z Leą świętować będą. A jak pociecha jemiołę z drabiny ucinała, też ukradł, aby wystrój jeszcze piękniejszy mieli.

Baba za kółkiem czasu dużo spędza, bo stale czegoś w kuchni brakuje. Jednego dnia w sklepie pięć razy była, a sześć powinna, tylko raz dziad ją wyręczył.

__________________________________________

Podoba Ci się Tydzień Baby?

INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!

__________________________________________

Nieudanym tylko wyjazd po ryby zamówione się okazał. Głów karpi nie dowieźli.

– To jak bez nich zupę ugotować? – baba pytanie retoryczne zadała.

– Nie wiem, jakoś na pewno się da – sklepowa pocieszyła. – Ale głowy będą jeszcze chyba wieczorem.

– Ojej, czy na pewno aby, ja też do zupy potrzebuję? – starsza pani nie kryła zawodu, podobnie jak pan co za nią stał i po głowy przyjechał tylko.

– Dobrze jednak zrobiłam, że wczoraj pięć dla kotków moich kupiłam – pierwsza w kolejce kobieta się pochwaliła nienawistne spojrzenia klientów wszystkich ściągając.

Jeszcze bardziej nieudany powrót baby do domu był. Dobry kilometr od niego Wolfa na poboczu dostrzegła. A już tak się cieszyła, że owczarek niemiecki domu nauczył się trzymać i nie ucieka wcale.

– Wolf, do samochodu! – dokładnie jak na szkoleniu powiedziała, a on ani drgnął, po chwili dłuższej ogonem zamachał jedynie.

– Wolfiku, smaczki mam – zachęcała, a i to nie pomogło. Biegał wokół i strach babę ogarnął, że pod samochód wpadnie jakiś. A gdy z bocznej ścieżki starszy pan się wyłonił, ze szczekaniem złowieszczym w jego stroną ruszył.

– Pan się nie boi, to szczeniak jest – baba uspokajająco krzyknęła. – Pół roku dopiero ma, a bydle takie z niego wyrosło.

– Dlaczego bydle zaraz? – z wyrzutem mężczyzna spytał. – I nie z niego, a z niej. Chodź Bella do pana…

Tekst: Kamilla Placko-Wozińska

Moja Harmonia Życia – czytaj najnowszy numer!

Dodaj komentarz