02.03 2026
Jak baba w świecie na dziada polowała
Ze świata babie wrócić się udało. Że udało, pisze, bo w Zatoce Perskiej śródlądowanie miała, ale przed wojną zdążyła. Z wrażeniami wieloma wróciła i refleksją ogólną, że wiara ścieżkami dziwnymi chadza.
Na Sri Lance psów mnóstwo spotkała, takich wolno chodzących, bo bezdomnymi trudno je nazwać. Na zadbane wyglądają, dokarmiane wszędzie są i swobodnie po restauracjach spacerują. A jak zmęczenie poczują, to śpią, gdzie tylko zapragną – na progach domów, w kawiarniach czy sklepach. Lankijczycy bardzo się o nie troszczą, bo według ich wierzeń jednym z wcieleń Buddy pies właśnie był.
Godzina lotu wystarczyła raptem, gdy świat zupełnie inny się babie objawił. Na Malediwach psa żadnego nie było. Ponoć na lotnisku w Male jeden do narkotyków tropienia jest, ale jego też nie widziała. W islamie bowiem pies za zwierzę nieczyste uchodzi. Kotów za to na każdym kroku sporo jest. Pięknych takich, białych, rudych, łaciatych. Nikt ich nie wygania z barów, hoteli czy restauracji. Jak jedna turystka fukaniem kociaka odgonić od stolika próbowała, to nie tylko on zdumiony jej się przyglądał. Kelnerzy i miejscowi goście z niesmakiem wielkim na panią łypali i nikomu do głowy nie przyszło nawet żeby kota zabrać.

Chinkę z Szanghaju miłą i śliczną jak z obrazka poznali. Na spacerze zaczepiła ich pytaniem skąd są. Że z Polski, baba odparła, a dziewczyna czy kraj to jest spytała. Ze względu na jej śliczność pewnie dziad rozmowę przedłużyć chciał, że to między Rosją a Niemcami jest, wytłumaczył więc.
– A Rosja to też kraj? – dziewczę jeszcze piękniej się uśmiechnęło.
__________________________________________
Podoba Ci się Tydzień Baby?
INNE PRZYGODY BABY ZNAJDZIESZ TUTAJ. KLIKNIJ!
__________________________________________
W takiej podróży wyszło, że dziad z babą różnią się zasadniczo. Dziad na Sri Lance słonie na drogę wychodzące lubił najbardziej, a baba małpy. Na Malediwach on rekinami się zachwycał, a baba płaszczki, co do plaży samej podpływały wolała.
Najwięcej kłopotów ze zdjęciami baba miała. Jak mówiła, że pstryka właśnie, dziad na baczność stawał i w obiektyw telefonu się gapił.
– Dziadzie, rób coś, oglądaj, spaceruj – babie na takich bardziej reporterskich fotkach zależało.
– Zaraz oglądał będę, tylko to zdjęcie zrób wreszcie – dziad idei nie rozumiał całkiem.

No to baba na dziada polowała później i z zaskoczenia foty robiła. Raz, jak przy schodach świątyni buddyjskiej się przyczaiła, polska wycieczka wyszła akurat.
– Ale miło rodaczkę spotkać! – pani z Katowic się ucieszyła. Baba, w rozmowę się wdając, w bok się przesunęła, żeby dziada nie przegapić.
– Ja tu na męża poluję – swoje dziwne zachowanie wyjaśniła.
– Na męża? – Ślązaczka się zdumiała. – O, to się nie uda, u nas w grupie pary same mamy…
Tekst: Kamilla Placko-Wozińska
