Rozmówki polsko-hiszpańskie: Hiszpania jest dla nas lekiem


Rozmówki polsko-hiszpańskie to kolejny odcinek naszego cyklu. Pytamy w nim Polaków, którzy zdecydowali się opuścić Polskę, jak im się żyje w nowym miejscu.


Z Mariolą Andruszczak, która wraz z mężem Przemysławem i synem Bartkiem przeniosła się do hiszpańskiego Alicante, rozmawia Anna Dolska.


Trudno było się spakować i wyjechać do Hiszpanii? Dlaczego postanowiliście opuścić Polskę?

Wyjazd do Hiszpanii był spowodowany pogarszającym się stanem zdrowia Bartka, naszego syna, od urodzenia cierpiącego na dziecięce porażenie mózgowe czterokończynowe, którego jednym z objawów jest silne napięcie mięśniowe.

Wzmożone napięcie mięśniowe objawia się silnym bólem. Bartosz ukończył 34 lata i wraz z wiekiem jego stan zdrowia się pogarszał. Parokrotnie wyjeżdżaliśmy na wakacje do Hiszpanii i Portugalii, gdzie ciepły klimat osłabiał ból i jakość życia była dużo lepsza. Około trzy lata temu Bartek wegetował, a nie żył, słabo spał, miał wysokie tętno spoczynkowe i ból wszystkich mięśni. Leczenie konwencjonalne i niekonwencjonalne przestało działać.

Polecamy również: Tajlandia to barejowski kraj, czyli rozmówki polsko-tajskie

Wtedy podjęliśmy decyzję o wyjeździe na 9 miesięcy. Wynajęliśmy mieszkanie i we wrześniu 2020 r. wyjechaliśmy z Polski. Przyjechaliśmy do Hiszpanii, gdzie panowała pandemia. Czy było trudno wyjechać? Było ryzyko, ale dobro Bartka było najważniejsze.

Syn tutaj odżył, ból mięśni jest dużo mniejszy, jest pod opieką lekarza rehabilitacji, ma fizjoterapię, częściowo opłacaną przez Służbę Zdrowia (NFZ wyraził zgodę na pokrywanie kosztów leczenia w Hiszpanii). Sami też płacimy za fizjoterapię. Koszt prywatnej fizjoterapii jest tu porównywalny do tego w Polsce. Klimat jest też lekiem. Bartek ćwiczy codziennie na specjalnym rowerze, co poprawia jego stan zdrowia.

Czy w Hiszpanii jest wyższy standard życia niż w Polsce? Jaka jest różnica w poziomie życia między obu krajami?

Standard życia w Hiszpanii mamy podobny do tego, jaki mieliśmy w Polsce. Utrzymujemy się z emerytur policyjnych. Wiadomo, nie jesteśmy na wakacjach, więc wyjście do baru, restauracji nie jest częste. Gotujemy w domu. Zachwycamy się smakiem świeżych ryb, owoców morza, warzyw i owoców. Warzywa i owoce kupujemy na targach, gdzie wszystko jest świeże i tańsze niż w marketach. Pod koniec targu dużo owoców, warzyw można kupić po 1 euro za kilogram. Pierwsze zakupy były zawsze za duże, nie potrafiliśmy oprzeć się kolorom, zapachom i smakowi.

Sprawdź też: Rozmówki polsko-norweskie: W dążeniu do hygge

Niestety skończył się sezon na truskawki, ale objadamy się arbuzami, ananasami, melonami i czereśniami, morelami, brzoskwiniami. Czereśnie mają trochę inny smak, ale są przepyszne. Niestety nie ma wiśni. Owoc, który po raz pierwszy jedliśmy w Hiszpanii to nesperos. Ma cierpki i kwaśny smak, wewnątrz tego małego owocu jest kilka pestek (często 3, ale miałam nawet z 5). Hiszpanie robią z nesperos m.in. nalewki, konfitury.

Mięso też gości na naszym stole. Kupujemy je od rzeźnika, który sam rozbiera półtusze, sam robi wyroby. Cena jest niewiele wyższa niż mięso marketowe, a jakość nieporównywalna. Nasz rzeźnik Paco ma żonę Polkę, Martę, która mieszka tu 27 lat i wspólnie prowadzą sklep. Ceny mięsa są wyższe niż w Polsce.

Przeciętnie Hiszpanie zarabiają ok 1500 euro, ale dwa razy do roku dostają dodatkową pensję: na wakacje i Boże Narodzenie.

To tylko fragment rozmowy… Całą znajdziesz w wydaniu:

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Dodaj komentarz