Olejki eteryczne na infekcje, czyli wielka moc w kropelce


Od kilku lat olejki eteryczne cieszą się coraz większym zainteresowaniem jako jeden z naturalnych elementów wsparcia zdrowia i dobrego samopoczucia. Dodatkowo ich upajający zapach nadaje pomieszczeniom wyjątkowy klimat. To wszystko sprawia, że chcemy je stosować. Jednak czym one są i jak działają?

Tekst: Hanna Rajewska, Justyna Szulc
Zdjęcie: pixabay.com

Olejki eteryczne to więcej niż skoncentrowane wyciągi roślinne. To lotne substancje występujące w roślinie w różnych jej częściach w zależności od gatunku. Dzięki olejkom eterycznym rośliny bronią się przed chorobami i pasożytami. Te właśnie właściwości olejków wykorzystujemy, by wesprzeć nasz organizm. Dzieje się tak, ponieważ pod względem chemicznym organizm ludzi i olejki eteryczne składają się w wielu przypadkach z takich samych substancji.

Są one zatem łatwo przyswajalne przez organizm człowieka, który wykorzystuje je do odżywiania i inicjowania procesów samoleczenia. Wiemy już, że olejki eteryczne wspaniale pasują do współczesnego człowieka, który chce czerpać z życia pełnymi garściami oraz wspierać swoją kondycję w sposób naturalny i harmonijny. Nie oznacza to jednak, że olejki eteryczne to wymysł współczesności.

Olejki eteryczne na infekcje

Olejki eteryczne znane są ludzkości od tysiącleci. Były szeroko stosowane już w Egipcie już 4500 lat p.n.e. Wtedy cynamon, mirra, sandałowiec czy kadzidło były tak cennymi dobrami, że płacono za nie złotem, zamiast wymieniać je na inne towary. Ze sporo późniejszym okresem związana jest ciekawa historia. W XIV-wiecznej Europie śmiertelne żniwo zbierała dżuma. Dzięki zdobyczom medycyny wiemy dziś, że jej przyczyną jest Yersinia pestis – bakteria Gram ujemna, wrażliwa na współczesne leki, ale w czasach, o których piszemy, takiej wiedzy nie posiadano. W obawie przed zarazą wstrzymano żeglugę i handel.

W takiej sytuacji wiele osób zostało zmuszonych do zmiany profesji. Część z nich, z powodu braku innych możliwości zajęła się rabunkiem. Okradając chorych, sami narażali się na zarazę. Nie wszyscy z nich zostali jednak dotknięci dżumą. Legenda głosi (a w każdej jest przecież ziarno prawdy) że istniała grupa szabrowników, która mimo kontaktu z chorymi na dżumę, sama nie poddała się chorobie. Gdy zostali schwytani zmuszono ich do wyjawienia tajemnicy zachowania swojego zdrowia.

Sprawdź również: Olejki eteryczne to prawdziwie astrologiczna aromaterapia

Okazała się być nią mikstura oparta na maceracie z ziół, którym owi złodzieje nacierali sobie stopy, dłonie i skronie, a także okolice ust. Powątpiewamy, czy tajemniczy specyfik ocalił złodziei przed szubienicą, ale z pewnością skradł serca ówczesnych medyków. Zaczęli oni wkładać w swoje maski tkaniny nasączone tymi właśnie olejkami, zabezpieczając się przed chorobą.

Tak pojawił się tzw. „olejek złodziei” czyli mieszanka olejków eterycznych z goździka, cynamonu, cytryny bądź pomarańczy, eukaliptusa oraz rozmarynu, mająca właściwości antywirusowe, antybakteryjne, antygrzybiczne i antyseptyczne. Dzięki tym wartościom buduje ona odporność naszego organizmu, ale także – jeśli ją rozpraszać w powietrzu, oczyszcza je z patogenów.

Cały artykuł przeczytasz w najnowszym numerze Mojej Harmonii Życia

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

Dodaj komentarz