Kordyceps, czyli opowieść o tajemnicy natury


Fitoterapia, choć z różną intensywnością, wciąż przewija się wśród uznanych metod naturalnego wspomagania zdrowia. Mykoterapia – leczenie grzybami przez lata była u nas prawie pomijana. W kraju, w którym zbieranie grzybów urasta do rangi jesiennego sportu, pomijanie leczniczego aspektu fungoterapii, wydaje się co najmniej dziwne. Jakże inaczej na grzyby patrzą mieszkańcy Wschodu.

W tradycyjnej chińskiej medycynie leczenie grzybami nigdy „nie wyszło z mody”. Stanowi istotną gałąź tamtejszej sztuki przywracania zdrowia i zachowania równowagi organizmu. Wśród wschodnich specyfików jest grzyb wyjątkowo ciekawy i tajemniczy – kordyceps.

W Tybecie nazywa się go yartsa gunbu, co można przetłumaczyć jako „w lecie trawaw zimie robak”. A w Polsce znamy go jako kordyceps chiński, maczużnik chiński Ophiocordyceps sinensis, grzyb gąsienicowy. W naturze rośnie on na Wyżynie Tybetańskiej i w Himalajach na wysokości od 3 do 5 tysięcy metrów n.p.m.

Opowieść o tym grzybie należy zacząć od pasterzy jaków. Zwrócili oni uwagę, że zwierzęta, które poza trawą jadły również dziwne „roślinki”, miały więcej wigoru, siły, wytrzymałości i były znacznie zdrowsze od reszty stada.

Sprawdź również: Siarki i jej ogromne znaczenie dla naszej odporności

Spróbowali sami i odkryli, że kordyceps działa dobroczynnie i na ludzi. Najprawdopodobniej najstarszy zapisek o gąsienicowym grzybie znalazł się w pracy XVwiecznego tybetańskiego lekarza Zurkhara Nyamnyi Dorje.

Świat zachodni dowiedział się o kordycepsie w 1726 roku podczas paryskiej konferencji mykologicznej. W 1964 r. Ophiocordyceps sinensis został zaklasyfikowany jako lek ziołowy współczesnej farmakologii chińskiej. Głośno o gąsienicowym grzybie zrobiło się po zawodach lekkoatletycznych w Pekinie – w 1993 roku. Wówczas trzy chińskie biegaczki ustanowiły rekordy światowe aż na trzech dystansach 10 000, 15 000 i 30 000 m. Ponoć tak zadziałał ostry trening połączony z zażywaniem toniku z kordycepsem.

Co ciekawe, pierwotnie nie wiedziano nawet, czym jest maczużnik chiński. Uważano go pierwotnie za robaki lub dziwoląga, będącego połączeniem rośliny i zwierzęcia (stąd ta tajemnicza nazwa „w zimie robakw lecie trawa”). W naturze bowiem maczużnik pasożytuje na larwach owadów, dokładnie na gąsienicach motyla Hepialus fabricius, które zaatakowane przez zarodniki grzyba, zagrzebują się w ziemi.

Cały artykuł przeczytasz w najnowszym numerze Mojej Harmonii Życia

Zamów najnowsze wydanie „Mojej Harmonii Życia”.
W wersji papierowej lub e-wydania!

 

Dodaj komentarz