Matko jedyna!


Znacie tę robotę? Dyżur 24 godziny na dobę. Funkcja pielęgniarki, lekarza, psychologa, sprzątaczki, praczki, kucharki, nauczycielki i pedagoga? A wszystko to za free? Tak, to codzienne wcielenia matki.
Najpierw swoje potrzeby artykułuje wrzaskiem, potem słyszysz: ,,mamo, zrób mi kanapkę”, ,,mamo, pocałuj, bo się uderzyłem”, ,,mamo, przynieś mi koc, bo mi zimno”, ,,mamo, zawieź mnie na trening”, ,,mamo, Adam mnie bije!”, mamo, pomóż w zadaniu” – czasami się zastanawiałam ile razy dziennie słyszę ,,mamo”. 200? 300? To tak do 15 roku życia, bo potem mają więcej swoich spraw i stają się bardziej samodzielni.
Chociaż może nie tak do końca, bo jak jeden z drugim pisze na czacie na Facebooku: ,,Mamo, ziemniaki wrzucić do wrzątku i gotować, czy do zimnej wody?” – to się zastanawiasz, czy nie zrobiłaś krzywdy smarkaczowi, bo obiad zawsze miał podsuwany pod nos i teraz nie wie, jak ugotować ziemniaki. Pocieszasz się, że dobrze, że chce wiedzieć , że sam gotuje, a z drugiej strony się usprawiedliwiasz, że wolałaś sama wszystko zrobić niż skazywać ich na jedzenie kwadratowych pyrek z dodatkiem piasku, żeby było szybciej, na czas, żeby zdążyć ze wszystkimi obowiązkami.
Na całym świecie wykreowano obraz matki poświęcającej się dla dzieci, która musi być idealna.
Czasem się zastanawiam, dlaczego matkom odbiera się człowieczeństwo, każąc im być aniołami, które nader często przeżywają z tego powodu wewnętrzne frustracje.
Znacie matkę, która się przyznała, że siedzenie z dzieckiem w piaskownicy jest najnudniejszą rzeczą pod słońcem? Przecież kochasz swoje dziecko, ale nie musisz z nim dzielić fascynacji przygotowywania obiadu z chwastów i piasku. Może cię szlag trafiać jak ciągnie cię na trampolinę i każe biegać za rowerem, bo wymaga asekuracji, a ty właśnie wróciłaś z pracy po ciężkim dniu. Nie jesteś też siódmy niebie, kiedy  tworzycie obrazy tworząc bohomazy upaćkanymi od farb rękoma. Sama przed sobą się nie przyznajesz, że wolałabyś w tym czasie obejrzeć film lub posiedzieć w ciszy z kieliszkiem wina. Bo jesteś matką.
Nie zauważyliście, że matki są chyba najczęściej ocenianą grupą społeczną. Nawet jak rodzice razem wychowują dzieci, to gdy dziecko coś zmaluje, matka słyszy od jego ojca: ,,To twoje wychowanie! Ty jemu/jej na wszystko pozwalasz! To przez ciebie!” A niby razem chowają to dziecko. Znacie to? Okazuje się, że tylko matka daje dziecku słodycze, od których psują mu się zęby. To matka pozwala dziecku późno chodzić spać. Matka jak chce robić karierę, to dziecko jest nieprzypilnowane. Matka powinna być wychłostana jak nie ugotuje obiadu, bo znaczy, że zaniedbuje rodzinę.
Mam wrażenie, że jest coraz gorzej. Kiedy chodziłam do szkoły, większość z nas jadła obiady w szkole, wracała sama ze szkoły już w wieku 8 lat i biegała z kluczem na szyi po podwórku do czasu powrotu rodziców z pracy. W dawnych czasach, dziećmi zajmowały się nianie, a potem guwernantki lub wysyłane byłby do szkół z internatem. I dzieci chyba były bardziej samodzielne.
Zastanawiałam się, skąd się bierze to obciążanie matek jednostronną odpowiedzialnością za dzieci, nawet w rodzinach, w których rodzice wspólnie wychowują potomstwo. Ano z tego, że w tym aspekcie nadal w większości związków nie ma partnerstwa i matka bierze na siebie większą odpowiedzialność za dzieci.
A wychowanie dzieci to poligon doświadczalny lub – jak kto woli – wiwisekcja na żywym organizmie. Przeczytasz tonu książek, wysłuchasz setki rad, a i tak musisz przyznać, że każde dziecko jest inne i wymaga innego podejścia, którego często nie znajdziesz w żadnej książce i Internecie.
Dziecko to też długoterminowa inwestycja z ryzykowną stopą zwrotu, bo nigdy nie wiesz, jaką drogą pójdzie, czy poda ci herbatę na starość. Może tobie się wydaje, że byłaś wymagająca dla jego dobra, a ono stwierdzi, że chciałaś jego kosztem wyleczyć swoje kompleksy i zrealizować swoje niezaspokojone ambicje. I jeszcze usłyszysz: ,,przez ciebie jestem taka niska!”, ,,to przez ciebie jestem wrażliwy i ryczę jak baba na filmach!”.
Taka średnia ta laurka z okazji Dnia Matki – pomyślicie. Nie każdy musi chcieć mieć dzieci. To jego autonomiczna decyzja. Może mieć inne priorytety. Ja jednak wiem, że dzieci nadają sens życiu, wiele najszczęśliwszych chwil łączy się z ich małym i potem dużym bytem i nie ma piękniejszej miłości niż matczyna, mimo że babki z piasku mogą nie być dla ciebie najsmaczniejszym deserem.
Wszystkiego najlepszego kochane mamy! Jesteście niesamowite!

Anna Dolska, poczwórna matka

Dodaj komentarz