Jak w atmosferze miłej zaprawiać można


Na drugi koniec Poznania teraz do kosmetyczki jeździć będę musiała – przyjaciółka baby westchnęła, gdy o kryzysie, co je wokół dopada mówiły.

Pani, o urodę koleżanki od lat dbająca na pomysł wpadła, że gabinet własny potrzebnym jej nie jest, więc z inną kosmetyczką w jednym pracować będą. Że tylko jak koszty podzielą dadzą radę jakoś przetrwać.

– Trend taki jest teraz – baba potwierdziła, bo obserwację taką właśnie miała po wycieczce krótkiej z dziadem. – Fryzjera widziałam, u którego podręczniki do religii kupić można, a i święte figurki też.

– To nawet rozsądne jest – po zastanowieniu krótkim przyjaciółka przyznała. – W jednym miejscu potrzeby cielesne i duchowe załatwiasz, ale po co komu dwie kosmetyczki pod adresem tym samym?

Kryzysową dyskusję przy zaprawianiu ogórków toczyły, co też zabezpieczeniem na trudne czasy ma być. Wyjątkowo sympatycznie robota im szła, bo zaprawy teściowej koleżanki degustowały w postaci nalewki truskawkowej.

– Udała się, chociaż dla mnie za słodka trochę – baba pochwaliła. – Ale przyjemnie bardzo się pije, bo spirytusu nie czuć wcale.

– Może i nie czuć, ale uważać trzeba, moc swoją ma – przyjaciółka uprzedziła. – Teściowa mistrzynią nalewek jest.

Na wypadek wszelki więc po drugim kieliszku butelkę odstawiły i o planach słoikowych podyskutowały. Babę wiadomość o tym, że ogórki się kończą ucieszyła bardzo, bo na ich nadmiar już cierpi. Zwłaszcza na nadmiar pracy. Ale kończyć to się może w Internecie kończą, bo u baby plony codzienne obfitymi są.

– Tak czy siak kończę z nimi, bratowa niech się o resztę martwi – baba oświadczyła, bo w sobotę na wakacje wybiera się właśnie. Przez dwa tygodnie słoika żadnego nie tknie, chyba, żeby z jakiegoś coś wyjeść trzeba było.

– Ale jak wrócisz to z energią podwójną do robienia zapasów się weźmiesz! – przyjaciółka odparła. – Widziałam że jabłka i śliwki obrodziły u ciebie. Tyle, że przekalkulować trzeba będzie…

– W sensie, że co przekalkulować? – baba się zadziwiła.

– No co się opłaca przy tych cenach cukru – koleżanka wyjaśniła. – Powidła idealnymi będą, bo ich nie słodzisz, ale co z jabłkami? Koń może zje…

– Wszystkie? – babie aż dech zaparło, że owoce zmarnują się w tym sezonie. Odpowiedzi nie doczekała jednak, bo temat sam się zmienił. Ostatni ogórek w słoiku wylądował, czekanie na zagotowanie wody z solą kamienną pozostało.

– To może tak jeszcze po kieliszeczku? – przyjaciółka zaproponowała, a baba zgodziła się pod warunkiem, że ten już na pewno ostatnim będzie, co by sobie rąk przy zalewaniu słoików nie poparzyły.

– Co robicie? Pijecie bez rozcieńczania? – oskarżycielski głos teściowej degustację miłą przerwał.

Że próbują tylko, zawstydzona baba odparła.

– No co mama, nalewka może i mocna, ale przecież w drinkach jej się nie pije – przyjaciółka zaprotestowała.

– Jaka nalewka? – teściowa się zadziwiła. – Sok dla dzieci wypijacie…

Dodaj komentarz