Zacznij dzień od słów: dzień dobry, kocham cię!

Jak się dziś czujesz? Takie pytanie zwykle stawia się dopiero wtedy, gdy ktoś ma się kiepsko. Sami też zwracamy baczniejszą uwagę na swoje samopoczucie zazwyczaj wtedy, kiedy coś zaczyna wyraźnie szwankować. To trochę za późno na zapobieganie problemom, a w końcu z kim możemy być w lepszym kontakcie, niż z sobą? Tak więc jeszcze raz: daj sobie chwilę na sprawdzenie i powiedz, jak się dziś czujesz?

 

Tekst: Dorota Hubert
Zdjęcie: pixabay.com

 

Zdawać by się mogło, że podstawową miarą życiowego dobrostanu jest sprawność codziennego funkcjonowania. Wstajesz, ubierasz się i rozpoczynasz korowód codziennych zajęć. Pomiędzy nimi jesz i pijesz, czasem z  odczuwalnego głodu, czasem dla chwilowej przyjemności. Lista zajęć skraca się z nadejściem wieczora, więc wskakujesz do łóżka po rutynowych higienicznych zabiegach i odhaczasz kolejny dzień.

 

Jest dobrze! Chyba że… zaczyna się coś psuć. Czasami nagle – jak wtedy, gdy ostry ból lub gorączka niespodziewanie burzą starannie poukładane plany.

 

Często jednak sygnały pojawiają się wcześniej, najpierw na chwilę, potem cichną i dają o sobie zapomnieć, by niespodzianie wrócić ze zdwojoną siłą.

 

Gdy bagatelizowany dyskomfort, który przedtem nie psuł dnia, zaczyna mocniej doskwierać, pacyfikuje się go tabletką. Uff, przeszło. Czuję się dobrze.

 

A gdyby tak uprzedzić fakty?

Być w kontakcie ze swoim ciałem na co dzień, prewencyjnie i życzliwie wsłuchiwać się w jego znaki, zanim zaczną przeszkadzać. Poznać swoje słabe i  mocne strony. Dać głos organizmowi. Posłuchać go w ciszy, czując siebie kawałek po kawałku i  zapytać: jak się czujesz?

 

Bez nerwowego pośpiechu i wymówek, że życie czeka i nie ma czasu. Hej, przecież to ty jesteś swoim życiem. Nie wiedziałeś? Gdybyś wsłuchał się w siebie tak uważnie, jak na to zasługujesz, usłyszałbyś różne historie. Również o tym, że zbyt wiele bierzesz na swoje barki.

 

Jak uginały się pod tobą kolana, a strach ścisnął gardło. Jak nie możesz strawić czegoś, co od dawna leży ci na żołądku albo zalega na wątrobie. Ślady tych opowieści zostały w ciele. Tkwią tam do teraz, żebyś się nimi zajął, przerobił, przeżył i załatwił – by mogły odejść. Aby ono odetchnęło z ulgą.

 

Bo wszystko, co dzieje się w twojej głowie, przechodzi dalej. Nie ma myśli, która nie zostawiłaby w ciele swojego odbicia. Posłuszny organizm reaguje wzmożonym napięciem, gdy ogarnia cię stres: spłyca oddech, napina mięśnie, ściska żołądek, przygotowuje do walki albo ucieczki. Gdy się relaksujesz, poprawia przepływ krwi, przywraca funkcje trawienne, harmonizuje układ hormonalny i wycisza system nerwowy.

 

A więc o czym myślisz?

 

To tylko fragment artykułu…

Cały tekst przeczytasz w najnowszym numerze

„Mojej Harmonii Życia” (do pobrania tutaj).

Znajdziesz nas również w Salonach Empik, punktach Ruch, Inmedio, Relay.

Możesz też zamówić prenumeratę. Sprawdź tutaj.

Skomentuj

Twój komentarz musi zostać zaakceptowany przez moderatora zanim zobaczysz go na stronie.



x