Weganizm na wakacjach

| Lipiec 18, 2017 | Harmonia, Harmonia ciała | Brak komentarzy

Zaczęło się lato, przed nami upragnione wakacje. Może już dawno zaplanowane, a może spontaniczne na ostatnią chwilę. Gdzie w tym roku pojedziemy? Co nowego zobaczymy? Co nowego zjemy? Ojej! Przecież teraz jestem roślinożercą. Co ja zrobię na wakacjach? Pojadę nad morze i nie zjem świeżej ryby jak zawsze? A co z rodzinnym grillem u dziadków?

Spokojnie. Weźmy głęboki oddech i zastanówmy się, co możemy zrobić. Jeśli są to pierwsze wegańskie wakacje, z pewnością odrobina planowania nie zaszkodzi. Nasze dawne przyzwyczajenia związane z jedzeniem na wakacjach trzeba będzie zastąpić nowymi. Tak więc zacznijmy od podróży.Jeśli jedziemy samochodem, pociągiem lub autobusem i droga jest długa, najlepiej jest spakować coś pożywnego z domu. Przydrożne restauracje nie zawsze będą miały w ofercie pełnowartościowe dania wegańskie, choć przeważnie na frytki lub surówkę można liczyć. Jeżeli lecimy samolotem, większość linii lotniczych oferuje teraz posiłki wegańskie. Podczas rezerwacji biletu często możemy wybrać danie wegańskie, a jeśli nie, to możemy zadzwonić do linii lotniczych na kilka dni przed podróżą i poprosić o taką opcję. Upewnijmy się, że zamawiamy posiłek wegetariański bez mleka i jajek, gdyż jak na razie często zamiast opcji wegańskiej są dwie wegetariańskie (jedna z mlekiem i jajkami, druga bez). Niezależnie od tego, jak podróżuję, zawsze zabieram ze sobą mieszankę orzechów i suszonych owoców lub krakersy na wypadek opóźnień i wszelkich niezaplanowanych sytuacji.

 

Dotarliśmy szczęśliwie do celu, walizki już w pokoju, a w brzuchu burczy. Co teraz? Czy musimy sami zatroszczyć się o to, gdzie będziemy jeść, czy jesteśmy w hotelu w którym jedzenia mamy w bród przez cały dzień?  Na wakacjach all inclusive nasze życie wydaje się stosunkowo proste. Ale nie do końca. Przed nami bufet pełen jedzenia, dostajemy od tego wszystkiego oczopląsu, ale dosyć szybko orientujemy się, że 90% tych pyszności ma w sobie produkty odzwierzęce. Przed nami wyzwanie charakteru. Trudne wyzwanie. Ale da się je pokonać. Skupmy uwagę na tym, co jest dla nas odpowiednie i przygotujmy się, że codziennie będziemy jeść podobnie. Ale czy większość z nas i tak nie je podobnie każdego dnia? Raz byłam w hotelu, w którym na śniadanie codziennie jadłam owsiankę na wodzie z orzechami i rodzynkami. Do tego banan i pomarańcza. Pożywne śniadanie. Pierwszego dnia smakowało bardzo, piątego już trochę mniej. Mój organizm jednak każdego ranka nabierał czystej energii na kilka godzin rodzinnych przygód. Podczas obiadu czy kolacji zawsze mogłam liczyć na przeróżne sałaty i owoce. Natomiast przy wszelkich gotowanych daniach warzywnych dobrze jest zapytać kucharza, czy przypadkiem nie zawierają one masła. Niestety, bardzo często dania, które mogłyby być wegańskie, okraszane są masłem, by smakowały przeciętnemu klientowi. Niemniej jednak podczas każdego posiłku znajdzie się przynajmniej jedna potrawa, ogólnie zwana „dietetyczna”, która właśnie będzie wegańska.

Jeżeli podczas urlopu liczymy na lokalne restauracje, dobrze jest wcześniej zorientować się za pomocą Internetu, czy w okolicy są lokale wegańskie lub z opcjami wegańskimi. Strony www.slowlyveggie.pl czy www.vegemapa.pl są dobrym źródłem informacji o restauracjach wegańskich, wegetariańskich czy z opcjami wegańskimi w Polsce. Natomiast strona www.happycow.net lub aplikacja HappyCow pokaże nam wegańskie restauracje i sklepy niemalże na całym świecie.  Trudno w to uwierzyć, ale jest teraz coraz więcej takich miejsc. Często oferują dania tak pyszne, że nawet zatwardziali mięsożercy są nimi zachwyceni. Natomiast w typowych restauracjach, gdzie królują dania mięsne, przeważnie można poprosić o modyfikacje niektórych posiłków, tak by nie zawierały mięsa czy nabiału. Przekonałam się, że klient jest teraz tak ważny, że właściciel restauracji zrobi niemalże wszystko, by go zadowolić, gdyż wie, że satysfakcja jednego klienta jest źródłem nowych. A jeśli trudno jest cokolwiek zmodyfikować, zawsze można skomponować unikalny posiłek z sałatek i dodatków. Często właśnie taką opcję wybieram i jedynie kelner jest zdziwiony, że nie zamawiam dania głównego.

A może wybieramy się na rodzinne wakacje z dziećmi i mamy dostęp do kuchni w miejscu naszego wypoczynku? Wtedy pozostaje jedynie zrobienie zakupów w pobliskim sklepie i przygotowanie się psychicznie, że nie będzie on oferował tego wszystkiego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w domu. Natomiast okoliczne targowiska czy gospodarstwa (jeśli jesteśmy blisko wsi) są w lecie najlepszym źródłem świeżych owoców i warzyw. Korzystajmy więc z tego, co daje nam lato. Do tej pory wspominam, jak wielką radochę sprawiło moim dzieciom śniadanie złożone z wiśni rwanych prosto z drzewa.

A co z rodzinnym grillem u dziadków? Niech mięsożercy jedzą, co chcą. My mamy więcej opcji – ziemniaki, grzyby, cukinia, papryka, bakłażan, pomidory czy cokolwiek innego przyjdzie nam do głowy. Warzywa  zamarynowane przez co najmniej godzinę w odrobinie oliwy z oliwek i wybranych ziołach smakują wyśmienicie z grilla.  Zróbmy ich odpowiednio dużo, bo wszyscy będą chcieli spróbować.

Niezależnie od tego, gdzie będziemy odpoczywać w tym roku, pamiętajmy, że wakacje są od tego, aby spędzić czas z bliskimi nam osobami, przeżyć przygodę życia, zdobyć nowe umiejętności czy zachwycić się krajobrazem. Jedzenie nie jest głównym celem, chyba że wybieramy się na wakacje kulinarne. Ale to już inna historia.

 

Kuleczki figowe z ziarenkami chia i kokosem

 

Pyszne jako przekąska w drodze. Często zabieram je z moimi dziećmi na plac zabaw czy na basen, by uzupełnić energię.

 

Składniki:

20 suszonych fig (jeżeli są bardzo twarde, należy je moczyć w wodzie przez ok. 30 min)

¼ szklanki wiórków kokosowych

¼ szklanki ziarenek chia

 

Przygotowanie:

Miksujemy figi w robocie kuchennym z nożem w kształcie litery S przez około dwie minuty aż zrobi się z nich jednolita pasta. Trzeba będzie kilka razy zatrzymać robot i zepchnąć figi ze ścianek.

Mieszamy w miseczce wiórki kokosowe i ziarenka chia. Rękami bierzemy trochę pasty figowej (jest bardzo klejąca), zanurzamy w wiórkach kokosowych i ziarenkach chia, po czym formujemy kuleczki. Przechowujemy w zamkniętym pojemniku w lodówce. Smacznego.

 

Izabela Turba – autorka strony www.vegancrazy.com. Entuzjastka zdrowego stylu życia i kuchni wegańskiej, zapalona ogrodniczka. Z wykształcenia pielęgniarka i anglistka. Matka trójki małych dzieci; mieszka z rodziną na przedmieściach Chicago.

 Elektroniczna wersja magazynu do pobrania tutaj

Skomentuj

Twój komentarz musi zostać zaakceptowany przez moderatora zanim zobaczysz go na stronie.



x