Sri Lanka Express. Ayubowan, Olśniewająca Wyspo!

Sri Lanka… Poprawiam sarong, okrywam nim wietrzone za burtą tuk tuka stopy, słońce praży niemiłosiernie. Mimo upału jest cudownie, przewiew przyjemnie chłodzi, a zmieniające się wokół widoki oszałamiają pięknem. Pola ryżowe, lasy, białe buddyjskie pagody, komiksowe kolory, kształty świątyń i kapliczek hinduistycznych, dżungle, wsie i miasteczka, spieszący na poboczach ludzie, kramiki z jackfruitami, mango, rambutanami i stertami kokosów. Obłędne zapachy – natury, kwiatów i curry. Obok Ania wpatruje się w ścianę lasu, szuka słoni, które wieczorami wychodzą na jezdnię.

 

Tekst: Robert Łapacz 

 

– Kohomada? (jak się masz?) – Nasur-Handy Kandy Tuk Tuk, jak sam się reklamuje, przekrzykuje warkot dwusuwowego silnika swojego Bajaj (popularna indyjska marka rikszy motorowej), mrugając porozumiewawczo we wstecznym lusterku.

 

 

– Ita honda! Bohoma stutiyi! (Bardzo dobrze! Dziękuję bardzo!) – odpowiadamy chóralnie. Zaczyna się lekcja syngaleskiego, a  Nasur jest konsekwentnym nauczycielem. Liczymy więc: eka, deka, thuna, hathara, paha!; Mata obata adereyi – wyznajemy miłość; żegnamy się – Ayubovan! Trudne są te krótkie lekcje, fonetyka obca, a alfabet oparty na starożytnym, indyjskim piśmie brahmi, mimo że piękny, nie zachęca do nauki w trakcie podróży. Podobne lekcje, tamilskiego, urzą- dzają nam regularnie tamilscy znajomi.

 

– Good Lion? Cold? Ya?

 

 

– Good, very good! – odpowiadam, ściskając zimną puszkę tutejszego piwa.

 

– Roti? Ania, hungry? – dopytuje troskliwie Nasur moją żonę.

 

Zatrzymujemy się na poboczu, wokół cień rzucany przez palmy kokosowe i liście bananowca. W zbitej z desek i blachy budzie, gdzie poza roti (placki o różnych smakach i nadzieniach), sprzedaje się paliwo w plastikowych butelkach, piwo imbirowe, colę, gumy i papierosy, wszystko i nic. Sprzedawca o miedzianym kolorze skóry szczerzy się do mnie w  uśmiechu pozbawionym kilku zębów. Skryty w półmroku zaplecza, okryty tylko sarongiem, kaszle, odganiając niedbale muchy znad lady.

 

 

– Halo! Sir? Zza zbitej szyby szafki z demobilu kuszą owinięte w gazety porcje pyszności. Zostawiam zwitek rupii, wybieram na chybił trafił. Wiem, że roti będą pyszne, ba! – rewelacyjne.

 

Jak zawsze. Gwarancja niezależnie od tego, czy jesteśmy w Colombo, syngaleskim Kandy, tamilskiej Jaffnie czy górach Nuwara Eliya. Jedziemy dalej tuk tukiem przez Cejlon. Nasur cieszy się – trójkołowiec podskakuje na nierównościach – Tuk tuk massage, Sri Lankan, original! Tuk tuk air condition! Very cheap! – krzyczy do nas przez plecy. Nasur to nasz kierowca i przewodnik, muzułmanin z Kandy. Tutaj muzułmanin to jak dystynkcja narodowa. Na Sri Lance jest ich jeszcze kilku…

 

To tylko fragment artykułu…

 

Cały przeczytasz w najnowszej „Mojej Harmonię Życia” (do pobrania tutaj).

Znajdziesz nas również w Salonach Empik, punktach Ruch, Inmedio, Relay.

Możesz też zamówić prenumeratę. Sprawdź tutaj.

Jeden komentarz

Skomentuj

Twój komentarz musi zostać zaakceptowany przez moderatora zanim zobaczysz go na stronie.



x