Prof. Kamila Wilczyńska: Szczęście jest wokół nas

| Listopad 28, 2017 | AKTUALNOŚCI, Harmonia duszy | Brak komentarzy

Prof. Kamila Wilczyńska, lat 88, jest najstarszym w Polsce czynnym rektorem szkoły wyższej (Wyższej Szkoły Handlu i Usług w Poznaniu). Wydaje zeszyty naukowe, wykłada, uczestniczy w obronach prac licencjackich oraz magisterskich. Bardzo aktywnie pielęgnuje swoje życie rodzinne. Jej mężem był znany ekonomista, prof. Wacław Wilczyński.

 

Tekst: Paulina M. Wiśniewska

 

Czy czuje się pani szczęśliwa i spełniona?

Prof. Kamila Wilczyńska: Na pewno jestem szczęśliwa. Co nie znaczy, że nie miałam w swym życiu sytuacji dramatycznych czy tragicznych. Jestem zadowolona z tego, że pracuję. Praca zawodowa i społeczna sprawia mi dużo satysfakcji, ale wymaga przestrzegania uporządkowanego trybu życia. ZUS mi wyliczył, że pracuję już 66 lat!

 

Gdzie tkwi szczęście, co je warunkuje?

Prof. Kamila Wilczyńska: Szczęście to umiejętność cieszenia się z każdej, nawet drobnej rzeczy czy sytuacji. Szczęście to również zdrowie, o które należy dbać. Od wielu lat jestem na lekkiej diecie, nie jem tego co wiem, że może mi zaszkodzić. Od kilkunastu lat chodzę trzy razy w tygodniu na gimnastykę w basenie. Gimnastyka w wodzie daje fantastyczne efekty w codziennej sprawności fizycznej. Sprawność fizyczna to poczucie niezależności, a to też są chwile szczęścia. Czasem nie chce mi się iść ćwiczyć na basem, ale zapraszam koleżanki, więc muszę tam być również! Do szczęścia potrzebne są też chwile odpoczynku.

 

Staram się codziennie czytać codzienną prasę i lubię książki, zwłaszcza literaturę faktu. Dość regularnie gram w brydża, ale towarzysko, nie dla pieniędzy. Ile radości daje wygrany szlemik lub szlem, zwłaszcza w bez atu. To szczęście na cały wieczór!

Telewizję też lubię oglądać, zwłaszcza rano przy śniadaniu – wiadomości i pogodę, a wieczorem po kolacji teatr, koncert lub jakiś ciekawy program. No i kieliszek czerwonego wina wieczorem, by po trudach dnia nabrać optymizmu na dzień następny.

 

Gdzie należy szukać szczęścia i równowagi w życiu?

Prof. Kamila Wilczyńska: Szczęście jest wokół nas, tylko czy umiemy i czy chcemy je zauważyć? Jestem optymistką i nigdy nie poddaję się przeszkodom. Staram się każdą sprawę doprowadzić do jej pomyślnego rozwiązania. Na pewno pomaga mi w tym łatwość w nawiązywaniu kontaktów, czy to służbowych, czy towarzyskich.

 

Optymistyczne podejście do każdej sytuacji życiowej pozwala też znaleźć choćby trochę szczęścia. Szczęściem dla mnie są spotkania rodzinne, z wnukami i prawnukami. Zwłaszcza bardzo mnie cieszą rozmowy z prawnukami, ich pytania i stwierdzenia.

Na „święto Babci” zawsze przygotowują dla mnie koncert na pianino i gitarę. A równowagę w życiu zapewnić może przestrzeganie ogólnie przyjętych norm etycznych i dobrego wychowania. Od przeszło 40 lat jestem szefem, czy to w pracy zawodowej czy społecznej. Uważam, że szef musi zawsze zachować spokój i zimną krew. Wtedy da się rozwiązać najtrudniejsze konflikty. I to też może być chwila szczęścia.

 

Jak ważny w życiu jest drugi człowiek? Co zrobić, by odnaleźć tego właściwego?

Prof. Kamila Wilczyńska: Mojego męża poznałam w styczniu 1939 r. Byłam wtedy uczennicą szkoły podstawowej, a On był uczniem I licealnej, czyli był rok przed maturą. Rodzice mi powiedzieli, że mam do niego mówić „panie Wacku”. W czasie wojny mieszkaliśmy w jednym domu. Wacek miał radio (co było przez Niemców niedozwolone) i wieczorem po godzinie policyjnej przynosił memu ojcu gazetkę, czyli napisane na maszynie wiadomości usłyszane z zagranicy. W pewnym momencie mój ojciec się spostrzegł, że nie do niego Wacek przychodzi na wieczorne rozmowy. Kiedy miałam 14 lat, powiedział mi, że mogę mu mówić po imieniu, a kiedy skończyłam 15, bardziej się mną zainteresował. W efekcie mając lat 19, zostałam jego żoną i na III rok studiów przyjechałam do Poznania.

 

Wojna spowodowała, że w wieku 14 lat byłam już przez rodziców i otoczenie traktowana jak osoba dorosła. Wiedziałam, co robi mój ojciec, a także znałam podziemną działalność Wacka. Wtedy zaczęła się nasza przyjaźń, a potem miłość.

Na studia pojechałam, wedle życzenia ojca, do Krakowa, a wszystkie koleżanki i Wacek znaleźli się w Poznaniu. W Krakowie miałam dużo kolegów, chodziłam z nimi na spacery, do kina lub teatru, ale w porównaniu z Wackiem przegrywali brakiem wiedzy i ogłady. Nie miałam więc wątpliwości, kto ma zostać moim mężem! Szczęście w małżeństwie polega na wzajemnym szacunku obu stron, na niewidzeniu wzajemnie drobnych wad. Dużo uśmiechu, wzajemnej wyrozumiałości. Dużo odporności na różne przeciwności. Trzeba wiedzieć, do czego się dąży i znać hierarchię problemów. Mały bukiecik konwalii czyni cuda!

 

Bardzo istotne jest sprawianie sobie drobnych przyjemności, nieoszczędzanie słów pochwały czy zachęty. Praca naukowa nie raz jest powodem małych lub dużych depresji. W takich trudnych chwilach trzeba umieć się znaleźć, by łagodzić napięcie.

„Trudne dni” u nas nie istniały, ponieważ spokojną dyskusją można było wszystko wyjaśnić lub ustalić. A poza tym trzeba się zaprzyjaźnić! Szał miłości kiedyś minie, ale przyjaźń pozostanie i ona jest warunkiem szczęścia. Nasze córki miały do nas pretensje o to, że co mama zadecydowała, to tata nie zmienił! I odwrotnie. Stwierdzały, że nie można nas skłócić. Kiedy dorosły, to zrozumiały, że rodzice mieli rację i stały się naszymi najlepszymi przyjaciółkami. Przeżyliśmy razem 60 wspaniałych lat. Na nasze czterdziestolecie małżeństwa, a potem pięćdziesięciolecie i sześćdziesięciolecie urządzałam zjazdy rodzinne. To na pewno był bardzo dobry pomysł, bo było dużo radości, a rodzina się powiększała i na ostatnim spotkaniu było już dwoje naszych prawnuków.

 

Co w pani życiu okazało się najważniejsze?

Prof. Kamila Wilczyńska: Rodzina i praca, praca i rodzina.

 

Co by pani zmieniła, gdyby to było możliwe?

Prof. Kamila Wilczyńska: Nic.

 

Jakie było najważniejsze zdanie, które usłyszała pani w życiu?

Prof. Kamila Wilczyńska: Kiedy skończyłam 10 lat, dostałam „pamiętnik”, bym mogła prosić różne osoby o wpisanie się do niego. Mam tam wpisane życzenia mojej pierwszej Pani Nauczycielki, zaprzyjaźnionych koleżanek i kolegów, a także lubianych przyjaciół moich Rodziców.

 

Jednak szczególnie jedno życzenie uznałam za najważniejsze. To słowa napisane przez księdza katechetę na ostatniej stronie mego pamiętnika: ,,życzę Ci, byś uśmiech oczu i oblicza zachowała przez wszystkie kartki swego życia”.

No i uśmiecham się. To bardzo pomaga w wielu sytuacjach.

 

A pieniądze? One budują czy niszczą harmonię? Przecież jest pani ekonomistką, a więc proszę spojrzeć na pieniądze ze strony psychologicznej i społecznej – czy ekonomiście tego typu spojrzenie jest obce? Czy to się da pogodzić?

Prof. Kamila Wilczyńska: Przeżyłam sytuacje, kiedy nie ma się pieniędzy i nie ma nikogo, kto mógłby je pożyczyć. Pamiętam to z czasu wojny, kiedy ojciec nie mógł znaleźć pracy oraz z lat 50., kiedy moje dziecko było poważnie chore. To jednak nie niszczyło harmonii w rodzinie! Zmuszało jedynie do przemyślenia konieczności poszczególnych wydatków i gromadzenia chociażby minimalnych oszczędności.

 

Patrząc na pieniądze z perspektywy ekonomicznej, ocenia się je z punktu widzenia funkcji, które muszą spełniać. Tak więc pieniądz jest środkiem wymiany, środkiem przechowywania wartości, a także motywacją do dobrej i wydajnej pracy. Dla ekonomisty istotna jest również wielkość dóbr, które można nabyć za określoną ilość jednostek pieniężnych. Posiadanie pieniędzy zapewnia pewną stabilizację, a ich brak odczuwa się jako trudną sytuację życiową.

Natomiast ocena pieniędzy ze społecznego punktu widzenia to kwestia kształtowania się kosztów utrzymania. Powstaje tu pytanie, w jakim zakresie uzyskane pieniądze za wykonaną pracę zaspokoją potrzeby pracującego i jego rodziny. Badania prowadzone przez psychologów nad rolą pieniądza idą w kierunku uzyskania odpowiedzi na pytanie, jak kształtują się postawy ludzi wobec faktu posiadania pieniędzy. Jak się ludzie zachowują, mając pieniądze, czy ich zakupy są racjonalne, czy są chętni do kupowania prezentów dla rodziny i przyjaciół, czy są gotowi podzielić się swoimi pieniędzmi na cele dobroczynne. Odpowiedzi bywają zaskakujące – przykład Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Analizując fakt posiadania pieniędzy, warto uwzględnić jeszcze inny aspekt. Chodzi mi o ekonomiczne kształcenie dzieci i to od wieku przedszkolnego.

 

Dając dziecku tygodniowo pewną kwotę pieniędzy, należy równocześnie uczyć już oszczędzania i przemyślenia, na co te pieniądze można przeznaczyć.

„Jak zaoszczędzisz tygodniówkę przez trzy tygodnie, to ci dołożę na te upragnione klocki lego”. „Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy” – to stwierdzenie Marilyn Monroe, które bardzo mi się podoba.

 

Z czego najczęściej się pani śmieje?

Prof. Kamila Wilczyńska: Bardzo lubię się śmiać. Najczęściej powodem jest jakiś dowcip, gdzie przyczyną śmiechu jest zabawna sytuacja lub gra słów. Czasem śmieję się z samej siebie. Natomiast nie lubię wulgaryzmów.

 

Jakie rady ma pani dla swych bliskich, jak żyć?

Prof. Kamila Wilczyńska: Świętej pamięci prof. Bartoszewski mówił, że warto być przyzwoitym. W tym stwierdzeniu w zasadzie mieści się wszystko. Równocześnie trzeba jednak przypomnieć o roli cnót obywatelskich w codziennym życiu.

 

Poczucie obowiązku, odpowiedzialność za słowa i czyny, punktualność, rzetelność, uczciwość – wszystkie te cechy łącznie decydują o klimacie wzajemnego zaufania, o warunkach funkcjonowania społeczeństwa w sposób zgodny z normami prawnymi i moralnymi, a także z dobrymi obyczajami ekonomicznymi.

Gospodarność to też cnota obywatelska i to jeszcze warunkująca sukces. No i bądźmy życzliwi dla bliźnich, bez względu na to, jakie mają poglądy.

 

Więcej artykułów przeczytasz w nowym numerze „Mojej Harmonii Życia”. 

Znajdziesz nas w Salonach Empik, punktach Ruch, Inmedio, Relay. Możesz też zamówić prenumeratę. Sprawdź tutaj. Elektroniczna wersja magazynu do pobrania tutaj.

Skomentuj

Twój komentarz musi zostać zaakceptowany przez moderatora zanim zobaczysz go na stronie.



x