Kobiety, które nie przeżyły żałoby po rozstaniu

Po związku należy przeżyć żałobę, która powinna odpowiednio długo trwać. Należy pobyć są memu ze sobą, by lepiej  poznać swoje potrzeby. A natychmiastowe wchodzenie w nowy związek więcej nam odbierze niż podaruje.

„Fajniej mieć chłopaka niż nie mieć” – powiedziała mi ostatnio niemal 30-letnia koleżanka. Jest osobą, która – jak wiele innych kobiet – będąc jeszcze jedną nogą w starej relacji, drugą wchodzi w nową. Po samą szyję, absolutnie nie przejmując się radami znajomych: „odpocznij”, „zainteresuj się czymś nowym”, „dojdź do ładu sama ze sobą”, „rozwijaj się”, „wychodź do ludzi”.

 

Łatwo taką radę dać, trudniej samej wprowadzić w życie. Dla wielu kobiet zakończenie związku wiąże się z  desperackim przeglądaniem Tindera albo zacieśnieniem więzi z kolegą, który od zawsze patrzył na nie z zachwytem.

 

– Często ludzie wskakują w nowy związek, żeby nie czuć bólu i rozczarowania, zapomnieć o nim. Nic w tym  dziwnego, bo jako dzieci nie jesteśmy uczeni przeżywania żałoby po stracie. Jeśli przeprowadzamy się do innego  miasta i dziecko płacze, że nie będzie już widywać przyjaciółki, pociesza się je, mówiąc, że na pewno będą się  spotykać. I liczy się na to, że zapomną – gorzko ocenia psychoterapeutka Katarzyna Mlost-Zawisza.

 

Symbiotyczna relacja z rodzicem

Pół roku po rozstaniu z Jarosławem Kretem media trąbią o nowym romansie Beaty Tadli. O związkach Taylor Swift, czy Weroniki Rosati też słyszeliśmy całkiem sporo – nie jest więc tak, że te „piękne, wykształcone, bogate, z ciekawym życiem” funkcjonują inaczej niż trzydziestoletnia sprzedawczyni rzodkiewek z Suwałk.

 

U niektórych – niezależnie od statusu społecznego – zaklęty krąg trwa całe życie. Są kobiety, które od piętnastego  roku życia nie były nigdy same, są takie, których „samotność” trwała maksymalnie kilka miesięcy. I niekoniecznie są  to tzw. bluszcze, sierotki Marysie, które niczego same nie potrafią załatwić, czy osoby, które marzą o tym, żeby mieć  trójkę dzieci, przystojnego męża, pianino w salonie i rosół w kuchni.

 

To również kobiety z pasjami. Umiejące się bawić, robiące karierę, dbające o środowisko. Atrakcyjne towarzysko i  seksualnie. Zapytałam psychoterapeutkę, z jakim deficytem wiąże się zatem nieustanna potrzeba bycia w związku?

 

– Nieważne, czy kobieta jest zaradna, czy nie. Niektóre z nich po prostu nie wyobrażają sobie wchodzić do pustego domu, bez poczucia, że ktoś zaraz przyjdzie. Nie umieją być same, bo to wydaje im się przerażające. Bardzo często to są osoby, które miały bardzo symbiotyczną relację z rodzicem. Dlatego w dorosłym życiu też  potrzebują mieć ścisłą relację z drugim człowiekiem, taką stale dostępną, jakiej nie sposób otrzymać od przyjaciół – tłumaczy Katarzyna Mlost-Zawisza. Jej zdaniem taka potrzeba może, ale nie musi wiązać się z obniżoną samooceną.

 

Warto ją jednak w sobie zwalczyć, bo natychmiastowe wchodzenie w nowy związek więcej nam odbierze niż  podaruje. Psychoterapeutka twierdzi, że przechodzenie z ramion do ramion nie daje szansy na refleksję, a w efekcie  na zmianę. W samotności możemy dostrzec w pełni nasze potrzeby i to, jak podczas trwania związku (choć  niekoniecznie na jego skutek) się zmieniliśmy. Dopiero refleksja pozwoli na to, żeby kolejny związek był inny. W  przeciwnym razie, następna relacja „zmieni tylko zewnętrzną witrynę, w sklepie będzie to samo”.

 

W samotności możemy dostrzec w pełni nasze potrzeby i to, jak podczas trwania związku się zmieniliśmy. Dopiero refleksja pozwoli na to, żeby kolejny związek był inny.

 

Wszystko zależy od twojego widzimisię

Z badań seksuologa Zbigniewa Izdebskiego wynika, że dla połowy Polaków bliskość i przytulanie są ważniejsze od  seksu. To właśnie tej bliskości najczęściej brakuje po rozstaniu; podczas trwania związku była ona elementem  codzienności, narkotykiem podobnym do cukru. To właśnie potrzeba bliskości (i atencji!) popycha do nowych  miłosnych przeżyć. Ale tak jak cukier, niezrealizowaną potrzebę męskiej bliskości też można zastąpić.

 

Na przykład zaadoptować psa albo znaleźć współlokatorkę, która stanie się dobrą kompanką od picia wina i  chodzenia na wernisaże, a przy okazji nie da nam poczucia pustego domu, w którym nie ma do kogo ust otworzyć. Bo kto powiedział, że „w pewnym wieku” już nie wypada? Życie singla ma wiele plusów, niedostrzegalnych lub niedocenianych w pierwszym okresie porozstaniowej żałoby. Rytm dnia nie jest już wspólny, nie składa się z  kompromisów, a cały styl życia zależy tylko od widzimisię jednej osoby. Ciebie.

 

– Po domknięciu pewnego etapu i przeżyciu żałoby, która powinna trwać minimum pół roku, jest czas na nowy  związek. Taki oparty na świadomym wyborze, nie na lęku przed samotnością czy poczuciu konieczności – kwituje  Katarzyna Mlost-Zawisza.

 

Tekst: Katarzyna Chudzik

Zdjęcie: pixabay.com

 

Oddech Ziemi to rytm, w jakim oddycha nasza planeta

Oddech Ziemi to rytm, w jakim oddycha nasza planeta. Ziemia bierze oddech cztery razy w ciągu doby: przed świtem, przed południem, przed zmierzchem i przed północą. Właściwie to czas ten...

Rozwój osobisty i duchowy to nie zabieg chirurgiczny

Podczas jednej z rozmów zostałem zapytany, czy jedna sesja wystarczy, żeby osiągnąć zadowalający efekt  terapeutyczny. To dowód na to, że często adepci rozwoju traktują trenerów, terapeutów i coachów jak chirurgów. ...

Czy masło orzechowe jest zdrowe?

Masło orzechowe na polskie półki trafiło z Ameryki i bardzo szybko zostało przyjęte jako zdrowy zamiennik wszelkich  słodkich przekąsek. Należy do produktów stosunkowo mało przetworzonych, a w jego składzie znajduje...

Pokochaj chrzan i marchewkę! Zimowy przepis na piękną cerę

Nawet w zimie można mieć rozświetloną cerę o pięknym kolorycie. Z pomocą przychodzą nam tutaj chrzan oraz  marchewka. Te dwa wspaniałe warzywa mają niesamowite właściwości upiększające!   Tekst: Monika Górska...

Skomentuj

Twój komentarz musi zostać zaakceptowany przez moderatora zanim zobaczysz go na stronie.



x