Dwa litry wody dziennie. Pomogą czy… zaszkodzą?

Chcesz być zdrowy i wyglądać młodo? Pij dwa litry wody każdego dnia. Masz miażdżycę? Jedz ryby i połykaj kapsułki z kwasem omega-3. Twój wzrok słabnie? Zażywaj preparaty z luteiną! Czy te i podobne hasła podyktowane są szczerą troską o nasze zdrowie?

 

Byliście kiedyś na afrykańskim suku, czyli ichnim rynku, gdzie sprzedaje się wszystko i głośno zachwala? Podobnie działa reklama, w której producenci oczami i ustami wynajętych osób mówią wyłącznie o zaletach swojego produktu.

 

Woda tak, ale czy w takich ilościach?

Czy bez reklamy przeciętny Polak, wypijający obecnie 80 butelek wody rocznie, kupowałby tyle, gdyby wiedział wszystko o „nawilżaniu od wewnątrz”? Do chodzenia na randki z butelką wody w dłoni, popijania jej  w drodze do pracy najpierw przekonano Amerykanów w USA.

 

Nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopóki nie zobaczyłam na własne oczy jankesów żłopiących wodę z butelek podczas  mszy w kościele,  w trakcie koncertu, na ważnych wykładach. Noszą butelki razem z kluczykami do auta i kartą kredytową. Wiara w moc ustawicznego nawadniania organizmu jest u nich powszechna jak jedzenie popcornu w kinach. Ta wmówiona ludziom potrzeba przyszła, niestety, także do nas.

 

Ile teraz czasu upłynie, zanim utrwali się informacja, że nadmiar wody jest tak samo szkodliwy jak jej niedomiar? Wody nie pije się na zapas, ani nie wlewa jej w przewód pokarmowy wbrew pragnieniu. W ten sposób rozwadniamy nasze płyny fizjologiczne, przyczyniając się do spadku stężenia elektrolitów. Czym to grozi? Nawet obrzękiem mózgu.

 

Woda jest w zupie, owocach i warzywach. Kawa i herbata też jest zaparzana wodą. Wodę ma kieliszek wina i lody na patyku. Często więc zawartość wody w codziennych produktach  wystarczy nam do przeżycia i życia w zdrowiu.

 

Witaminy, minerały, suplementy…

A kto dzisiaj zaprzeczy, że nie połyka kapsułek z kwasami omega-3? Przecież nie można się oprzeć pokusie, skoro decydują o naszym zdrowiu, a jemy zbyt mało bogatych w nie ryb. I co się teraz okazuje? Ryby są zatrute dioksynami i metalami ciężkimi (jak kadm, rtęć i ołów), więc bardziej mogą zaszkodzić człowiekowi, niż czerwone mięso, które nieustannie jest nam obrzydzane przez dietetyków.

 

Ale to nie wszystkie zastrzeżenia, które niedawno pojawiły się pod nieustannie zachwalanymi omega-3.

 

Cytuję świeżutki news: dotychczasowe badania nie dają podstaw do tak powszechnych zaleceń, więc należy wziąć pod lupę bezpieczeństwo preparatów ich stosowania…

 

Reklama dźwignią handlu

Równie, a może jeszcze bardziej irytująca jest fotka starszej, siwej pani, pod którą ona sama zachwala, czyli reklamuje pewien preparat zawierający luteinę. Ma on wyleczyć, tę panią już uzdrowił, z  AMD, czyli starczego zwyrodnienia plamki żółtej. Owszem, luteina jest wskazana również w profilaktyce tej choroby, ale nie ma dzisiaj skutecznego, doustnego leku na AMD.

 

Od pewnego czasu ta sama uśmiechnięta seniorka zachwala inny preparat, tym razem  na poprawę słuchu. Wiek senioralny „obfituje” w wiele przewlekłych chorób, więc należy się spodziewać, iż zdjęcie pogodnej pani będzie się jeszcze pojawiać pod preparatami na żylaki, miażdżycę, udary, cukrzycę, bezsenność, reumatyzm i wszelkie inne zwyrodnienia łącznie z haluksami i odciskami.

 

Prawda, pod którą podpisze się każdy  lekarz, jest taka: nie ma potrzeby faszerować się witaminami i minerałami, które przywrócą młodość babciom i dziadkom, usprawnią ich powolny chód, czy pomogą w opiece nad wnukami.

 

Jedynym wskazaniem jest ich brak w organizmie. Ale tego nie widać oczami. To trzeba wykryć w laboratorium. Wtedy lekarz  zdecyduje, czy zmienić upodobania dietetyczne, czy sięgnąć po pastylki.

 

Zdjęcie: Pixabay.com

 

Przeczytaj nową „Moją Harmonię Życia” (do pobrania tutaj).

Znajdziesz nas również w Salonach Empik, punktach Ruch, Inmedio, Relay.

Możesz też zamówić prenumeratę. Sprawdź tutaj.



x